Gdy krzyk „Uciekajcie, nadciągają Anglicy” rozdarł ciszę nocy
Kobieta w staroświeckim stroju stoi na moście El Cabo i krzyczy: „Sąsiedzi, uciekajcie, nadciągają Anglicy!” po czym puszcza się biegiem. W tej samej chwili rozbrzmiewają dzwony kościoła La Concepción. Grupa mężczyzn ubranych jak XVIII-wieczni angielscy żołnierze, w czerwono-białe mundury, wtacza się od ujścia wąwozu Santos. Rozpoczyna się wymiana ognia. Huk armat i terkot muszkietów spowija okolicę gęstą chmurą dymu o intensywnym zapachu prochu. Z naprzeciwka, schodząc z mostu Serrador, teneryfeńskie wojska w niebiesko-fioletowych i biało-czerwonych mundurach zajmują pozycje do obrony przed inwazją.
Santa Cruz de Tenerife w piątkową noc 24 lipca 2026 roku wcieliło się w rolę sceny największego sukcesu militarnego w dziejach miasta. Widzowie i uczestnicy przenieśli się do gorącego lata 1797 roku, gdy wyspę zaskoczył atak zupełnie inny niż częste w tamtych czasach rajdy piratów i korsarzy. Tym razem przeciwnikiem były elitarne oddziały pod dowództwem najodważniejszego i najbardziej podziwianego oficera w historii brytyjskiej marynarki wojennej — samego Horatia Nelsona.
„To był cud” – mówią uczestnicy rekonstrukcji
José Núñez, odgrywający jednego z milicjantów z Taganany, z pełnym przekonaniem twierdzi, że to, czego dokonały wojska pod dowództwem generała Gutiérreza 229 lat temu, było „cudem”. „Żołnierzy i cywilów, którzy stanęli do obrony stolicy, było mniej, podobnie jak środków, którymi dysponowali. Kluczem okazały się zdolności organizacyjne generała Gutiérreza — jego strategia. Komunikacja odbywała się poprzez ogniska rozpalane w górach, a wsparcie ludności cywilnej okazało się decydujące” – wyjaśnia 73-letni Domingo Suárez, który jako ochotnik przebrał się za sierżanta sztabowego. Żartuje z innymi statystami, że gdyby nie zwycięstwo wyspiarzy, dziś nazywałby się Dominic. Od 2018 roku, czyli od momentu, gdy inscenizację zaczęto organizować na wielką skalę, nie opuścił ani jednej edycji. „Za każdym razem wygraliśmy, dzięki Bogu” – śmieje się.
Obok niego stoi Miguel Mendiguchía, emerytowany pułkownik urodzony w Sewilli, który od ponad dekady mieszka na Teneryfie. Wyjaśnia, z jakiej broni korzystają uczestnicy: to hiszpańskie karabiny skałkowe i angielskie muszkiety Brown Bess – wierne kopie tych, których używano w 1797 roku na tych samych ulicach, tyle że w mieście liczącym wówczas zaledwie 8 tysięcy mieszkańców. „Dziś produkuje się je w Anglii, Indiach i w Hiszpanii, w Kraju Basków. Gdybyśmy włożyli do nich pociski – w tamtych czasach były to ołowiane kule – moglibyśmy kogoś zabić. Ale nie o to chodzi, bo dzisiaj tych, którzy grają Anglików, mamy stąd” – mówi Mendiguchía i dodaje: „Niech się nikt nie martwi – używamy tylko prochu i mamy specjalne zezwolenie na posługiwanie się taką bronią. Bez tego nie moglibyśmy brać udziału”.
Kobiety – bohaterki zapomnianej walki
Podczas gdy Domingo Suárez zachwyca się pomysłowością ówczesnego burmistrza Taganany, Andrésa Perdomo, który werbował cywilów podczas długiego i wyczerpującego marszu z masywu Anaga do Santa Cruz, omijając La Lagunę, Ana Bravo szczególnie ceni poświęcenie kobiet. „To kobieta pierwsza ostrzegła wojsko, widząc z gór zbliżające się angielskie okręty. To kobiety nosiły wodę, jedzenie i bandaże. To one nie tylko opatrywały rannych teneryfeńskich żołnierzy, ale także Anglików, którzy polegli w walce” – wspomina członkini Stowarzyszenia Historyczno-Kulturalnego „La Gesta de 25 de julio de 1797”.
Według Anny Bravo, tamten epizod był „o wiele więcej niż zwycięstwem militarnym”. „Teneryfa nie tylko wygrała, ale zrobiła to z honorem. Opiekowano się rannymi Anglikami, traktowano wroga z najwyższym szacunkiem, mimo okoliczności. To był pokaz wytrwałości, odwagi, honoru i człowieczeństwa. Dlatego Nelson – po utracie ręki i przegranej bitwie – napisał później, że nigdy więcej nie zaatakuje Wysp Kanaryjskich, ze względu na godne traktowanie, jakie mu okazano” – podkreśla.
Videomapping i liczby, które mówią same za siebie
Przed samą potyczką na fasadzie Muzeum Przyrody i Archeologii (MUNA) wyświetlono mapping 3D z najważniejszymi faktami dotyczącymi tej historycznej batalii: 3700 angielskich żołnierzy na 9 okrętach po stronie atakującej, 1669 żołnierzy w szeregach obrońców Teneryfy, bitwa, która rozegrała się 24 i 25 lipca 1797 roku, 226 zabitych po stronie brytyjskiej – z czego 97 utonęło, gdy zatonął kuter HMS Fox – oraz 32 po stronie wyspiarzy.
Wśród lokalnych bohaterów było wielu cywilów, którzy przeszli przeszkolenie wojskowe. To była norma w czasach, gdy częste ataki piratów na wyspy zmuszały chłopów, rzemieślników, urzędników i wszystkich innych mieszkańców, bez względu na pochodzenie, by byli gotowi na najgorsze.
„Gdyby nie Nelson, nazywałbym się Dominic” – śmiech i duma na ulicach
Cristina Sánchez, rodowita chicharrera (mieszkanka Santa Cruz) mieszkająca w Candelarii, bierze udział w rekonstrukcji po raz drugi. „Wiem podstawy, na przykład to, że Nelson stracił rękę” – mówi w towarzystwie dwóch przyjaciółek, które tak jak ona nie chciały przegapić tego widowiska. Na pytanie, czy wolałaby, żeby Teneryfa należała do Hiszpanii, czy do Anglii, odpowiada z chytrym uśmiechem: „Wie pani, jak wygląda obecny rząd Hiszpanii – sama nie wiem…”.
Wokół niej i kilku tysięcy widzów stłoczonych na brzegach wąwozu walka zaostrza się. Iskry wystrzałów i huk armat wstrząsają nocą. Na moście prezydent Wysp Kanaryjskich Fernando Clavijo i burmistrz Santa Cruz José Manuel Bermúdez zatyka uszy po każdym wystrzale. Bitwa przenosi się w inne miejsca stolicy, między innymi na ulicę Castillo. Statyści odgrywający Anglików mówią po angielsku. „Hurry up!” – ponagla jeden z dowódców wroga. Pośpiech i przewaga technologiczna na nic się jednak zdają. Los jest przesądzony – wyspa wygrywa, i to wysoko. Teneryfa 229 – Anglia 0. „Nigdy nas nie pokonają, choćby nie wiem jak próbowali” – tak w skrócie można podsumować atmosferę tego wieczoru.
Najświeższe wieści z Wysp Kanaryjskich
Codzienne newsy, alerty pogodowe i praktyczne informacje – prosto z wysp, po polsku. Mieszkamy tu i wiemy co się dzieje, zanim trafi do mediów. Wszystko publikujemy na naszym kanale WhatsApp – bez pośredników, bez algorytmu.


