Dramatyczny poranek w marinie: siłowe wywłaszczenie 71-letniej mieszkanki łodzi
We wtorkowy poranek, punktualnie na wezwanie Guardia Civil, stawili się funkcjonariusze Policji Portowej, aktywiści społeczni oraz dziennikarze. Powodem był zaplanowany desahuco Margarity, 71-letniej kobiety, która od ośmiu lat mieszkała na swojej łodzi „Claudine” w Muelle Deportivo (porcie sportowym) w Las Palmas de Gran Canaria. Po niemal półgodzinnej dyskusji, w której udział wzięło ośmiu agentów Guardia Civil i trzech funkcjonariuszy Policji Portowej, rozpłakana Margarita błagała, by nie ściągano jej z pokładu jej domu. Towarzyszyła jej sąsiadka i przyjaciółka z ruchu „Mi casa, mi barco”, Loli, która nie opuszczała kobiety, dopóki siły bezpieczeństwa nie odciągnęły ich obu wzdłuż kei portowej.
Bezskuteczne protesty i wizyta karetki
Na nic zdały się okrzyki „Wszyscy jesteśmy Margaritą!” czy „Port w Las Palmas to deweloper!”, wznoszone z nabrzeża przez aktywistów z grup „Derecho al Techo” i „Mi barco mi casa”, którym towarzyszyła ponad dziesiątka mediów dokumentujących brutalną scenę. Margaritę odprowadziła do karetki pogotowia funkcjonariuszka Policji Portowej. Kobietę ułożono na noszach, podczas gdy ona przez ponad pół godziny uparcie powtarzała, że nie chce być przewożona do szpitala. Ostatecznie trafiła jednak do Centrum Zdrowia Canalejas, gdzie czekali na nią tylko dwaj aktywiści „Derecho al Techo” i znowu jej sąsiadka Loli. Pozostali z nią, gdy spisywano protokół medyczny, w którym odnotowano: „kryzys lękowy w wyniku desahuco”. Jak poinformowali aktywiści towarzyszący kobiecie, poinformowano ją także, że – w oczekiwaniu na jej dokumenty, które pozostały na jachcie – może być zmuszona pokryć koszty transportu karetką.
Spór o legalność: bezpieczeństwo kontra bezbronność
Władze Portu Las Palmas bronią legalności tego desahuco, podczas gdy kolektywy „Derecho al Techo” i „Mi Barco, Mi Casa” denuncjują, że procedura była nielegalna, ponieważ podczas eksmisji nie stawił się komisarz sądowy, a Margarita pozostała bez obrońcy. Według władz portowych, kobieta została powiadomiona o nakazie 18 grudnia, dzień po tym, jak sędzia zatwierdził interwencję. Instytucja zapewnia, że usunięcie jachtu „Claudine” podyktowane było względami bezpieczeństwa, złym stanem technicznym i higienicznym oraz problemami z pływalnością, jako że łódź pozbawiona była masztu i silnika – elementów niezbędnych do żeglugi.
Wspierający kobietę aktywiści podważają te argumenty i wskazują, że jacht mógł opuścić marinę o własnych siłach, manewrowany przez personel portowy, co ich zdaniem przeczy rzekomym problemom z pływalnością. Ponadto denuncjują, że Margarita została wysiedlona bez uprzedniego sporządzenia raportu o sytuacji kryzysowej, mimo że – jak zapewnia – nie ma gdzie się podziać. Władze portu utrzymują, że już w 2023 roku wezwały właścicielkę „Claudine” do naprawy jednostki i że po niewywiązaniu się z tego obowiązku wszczęto procedurę eksmisyjną. Dodają, że poszkodowana dwukrotnie składała odwołania, więc nie może twierdzić, że była bezbronna lub nieświadoma sytuacji.
Życie na wodzie pod presją
„Derecho al Techo” twierdzi natomiast, że Margarita nie otrzymała jasnego ani zrozumiałego zawiadomienia i że musiała zmierzyć się z procesem bez wsparcia społecznego czy administracyjnego, w kontekście izolacji i kruchości, co – ich zdaniem – stawiało ją w pozycji osoby szczególnie narażonej. Rzecznik kolektywu „Mi Barco, Mi Casa”, Antonio Pérez, oskarżył Władze Portowe o działanie w złej wierze i zakwestionował oficjalną wersję o stanie jachtu: „Nie wiem, skąd wiedzą, jak wygląda wnętrze łodzi Margarity”. Według danych „Mi Barco, Mi Casa”, w porcie sportowym mieszka około 200 osób, używających łodzi jako domu. Stowarzyszenie denuncjuje, że wiele z nich opuściło port pod presją i w wyniku nacisków, które miały przekształcić tę przestrzeń żeglarską w miejsce niegościnne dla żeglarzy.
Poszukiwanie dachu nad głową i bolesna przeszłość
Po eksmisji, gdy odjechała już karetka, na miejsce przybyły trzy pracownice Służb Socjalnych z Urzędu Miasta Las Palmas de Gran Canaria (ale z innej dzielnicy) i zapewniły, że poszukają dla Margarity rozwiązania mieszkaniowego. Kobieta noc ma spędzić w ośrodku dla bezdomnych w Ciudad Alta. Zespół miejski skoordynuje też z Policją Portową odzyskanie osobistego dobytku poszkodowanej. Radna odpowiedzialna za ten obszar, Carmen Luz Vargas, poinformowała w komunikacie prasowym: „Urząd Miasta Las Palmas de Gran Canaria, wobec desahuco w Muelle Deportivo, który nie należy do kompetencji municypalnych, i po tym, gdy zostaliśmy poinformowani dziś rano, przystąpił do interwencji i towarzyszenia tej pani, aby zaoferować tymczasowe zakwaterowanie do czasu rozwiązania tej sytuacji. Na pierwszym miejscu są ludzie, a dzięki interwencji technicznej przeanalizowane zostaną dostępne alternatywy”.
Około 30 osób było świadkami tej operacji i epizodu gwałtownego wysiedlenia, a z Avenida Marítima niektórzy gapie, z wysokości niedostępnej dla nieuprzywilejowanych, obserwowali scenę z zapartym tchem, być może na żywo oglądając tę fazę kapitalizmu lub schyłek państwa dobrobytu. Margarita zostawiła wszystko, co miała w Asturii, by przyjechać na Wyspy Kanaryjskie i opiekować się synem, którego odebrał jej rak. „Ona też umarła trochę, gdy odszedł jej syn” – opowiadają temu dziennikowi aktywiści organizacji, które we wtorek o 09:00 wezwały społeczeństwo obywatelskie i instytucje do Molo I w Muelle Deportivo, by spróbować powstrzymać desahuco 71-letniej kobiety, która miałaby pozostać w sytuacji skrajnego ubóstwa społecznego, bez sieci wsparcia czy rodziny. „Kiedy jej syn zmarł, ona wpadła w błędne koło trudności i kupiła łódź po tym, jak mieszkała w hotelach, gdy jej syn był chory. To jej schronienie, nie wychodzi często z łodzi, a nagle przyszli wprost do jej łodzi i powiedzieli jej, że musi się wyprowadzić”.
Wątpliwości co do procedury i ostrzeżenia aktywistów
Sądowe zezwolenie na przeprowadzenie eksmisji wydano 25 listopada 2025 roku, pod warunkiem, że Władze Portowe poinformują o dacie wykonania z co najmniej dziesięciodniowym wyprzedzeniem. Jednakże kolektywy zapewniają, że poszkodowana nie otrzymała jasnego ani zrozumiałego zawiadomienia i że znalazła się bez wsparcia administracyjnego czy społecznego, w kontekście izolacji i trudności w załatwianiu formalności. „Derecho al Techo” i „Mi barco, mi casa” uważają, że sprawa narusza minimalne gwarancje wymagane przez obowiązujące przepisy, ponieważ mamy do czynienia z desahuco bez towarzyszenia społecznego, bez mediacji instytucjonalnej i bez alternatywy mieszkaniowej. „To osoba starsza w sytuacji wykluczenia mieszkaniowego, której zdrowie i dobrostan mogą zostać poważnie naruszone” – ostrzegają.


