koniec stowarzyszenia el sol sale para todos gran canaria

Koniec walki o przejrzystość. Stowarzyszenie obywatelskie się rozwiązuje

Dziesięć lat obywatelskiego czuwania dobiegło końca

Dokładnie dziesięć lat temu grupa przyjaciół i obywateli z Las Palmas de Gran Canaria postanowiła zjednoczyć siły, by kontrolować władzę. Stowarzyszenie obywatelskie „El sol sale para todos” narodziło się w ogniu afery Emalsa. W tamtym czasie mieszana spółka wodociągowa stolicy już nie była pod nadzorem. Jednak raporty miejskiego interwenta, Rafaela Bólvara (obecnie nieżyjącego), ujawniły całkowity brak kontroli nad zarządzaniem usługą publiczną przez prywatnych partnerów. Sprawa trafiła do sądu, a kolektyw przystąpił do niej jako oskarżyciel posiłkowy. Dekadę później zapadł prawomocny wyrok uniewinniający dla piętnastu dyrektorów, którzy zasiedli na ławie oskarżonych.

Decydujący cios: nagła zmiana frontu ratusza

Ratusz wycofał swoje oskarżenie na przedostatniej sesji procesu, uznając – wbrew wcześniejszym stanowiskom – że nie ma dowodów na szkodę dla publicznej kasy. Ten municypalny zwrot był śmiertelnym ciosem dla strategii Prokuratury i oskarżycieli posiłkowych, którzy mimo to postanowili iść dalej – bez sukcesu. Po zamknięciu sprawy Emalsa, „El sol sale para todos” postanowiło opuścić flagę. Kolektyw rozwiązuje się po latach walki z administracyjnym murem.

„Fantastyczne, ale wyczerpujące”. Osobista refleksja aktywisty

W międzyczasie stowarzyszenie zaangażowało się w inne projekty. Próbowało rzucić światło i zapewnić przejrzystość wokół głównego projektu transformacji miasta – Metroguaguy. Denuncjowało też, że nielegalny hotel na Lanzarote, Papagayo Arena, nie tylko wciąż działał bez licencji, ale dodatkowo otrzymywał subwencje od rządu Wysp Kanaryjskich. Óscar Méndez, sekretarz ostatniego zarządu „El sol sale para todos” i były szef służby Inwentaryzacji i Dziedzictwa w resortowi finansów, przypomina, że stowarzyszenie narodziło się z zainteresowania udziałem obywateli i zaangażowaniem grup społeczeństwa obywatelskiego w ważne decyzje polityczne. Dekadę później ocenia ten wysiłek obywatelskiego aktywizmu jako „fantastyczny”, wzbogacający osobiście i zbiorowo, ale przyznaje też do pewnej bezsilności i wyczerpania.

– Zakamarki, mechanizmy, jakie mają administracje publiczne, by cię wodzić i trzymać latami w oczekiwaniu, wyczerpią każdego. Są oporne nawet w wykonywaniu wyroków sądowych – podsumowuje. I dodaje, także na zasadzie podsumowania, refleksję: – Jest tu ogromny paradoks. Nigdy nie było tylu specyficznych przepisów broniących i zobowiązujących do przejrzystości co teraz. I nigdy nie było tak skomplikowane uzyskanie łatwego, wiarygodnego, prawdziwego i szybkiego dostępu do publicznych akt administracyjnych.

Sprawa Emalsa: od narodzin do zmierzchu stowarzyszenia

Sprawa Emalsa pojawia się przy narodzinach i przy zachodzie „El sol sale para todos”. Ostatni prezes stowarzyszenia, Óscar Bermejo, pracował ramię w ramię z Bólvarem podczas interwencji w mieszanej spółce wodociągowej. I tam, między innymi, zauważyli, że nie wykazywano świadczenia usług oczyszczania ścieków przez Sercanarias (wówczas filię prywatnych partnerów – Saur i Sacyr-Valoriza) oraz że „codziennie popełniane jest przestępstwo przeciwko środowisku, codziennie odprowadzane są do morza nieoczyszczone ścieki”.

Adwokat Agustín Bravo de Laguna, który reprezentował stowarzyszenie obywatelskie w procesie, podkreśla, że Ratusz ma potrójną rolę w Emalsa: jest członkiem Rady Administracyjnej Emalsa, udziałowcem spółki publicznej i właścicielem usługi wodociągowej. – Jako właściciel usługi wodociągowej ma prawo i obowiązek kontrolować zarządzanie. I właśnie tego nie robi. Idealnym przykładem jest umowa na oczyszczanie sieci – wskazuje prawnik. Sam wyrok mówi, że w 2008 roku wyczyszczono jedynie 104 kilometry sieci kanalizacyjnej, podczas gdy umowa wymagała dwóch czyszczeń rocznie po 350 km (700 łącznie).

– Są szczególne elementy już w warunkach przetargu regulujących usługę, który redagowała Emalsa i który nie ma systemu kar. Nie ma możliwości ukarania, jeśli warunki nie są spełnione – wskazuje Bermejo. – To, że usługę świadczą wyspecjalizowane firmy prywatne, jest normalne. Nienormalne jest to, że odpowiedzialna i będąca właścicielem usługi administracja publiczna absolutnie nic nie kontroluje i nie bierze odpowiedzialności za nadzór i kontrolę usługi, za konta – dodaje konsultant środowiskowy.

Kontrowersyjne kontrakty i publiczny wykup

Bermejo przypomina, że kiedy Rafael Bólvar objął w 2012 roku kierownictwo Jednostki Technicznej ds. Wody, nakazał wstrzymanie płatności faktur za oczyszczanie dla Sercanarias, ponieważ nie wykazywano, że usługa jest świadczona zgodnie z warunkami umowy. Emalsa pozwała z tego powodu Ratusz, który musiał zapłacić 6,6 miliona euro. W tym postępowaniu, jak przypomina zarząd stowarzyszenia, miejskie służby prawne zapomniały dołączyć załącznika o objętości tysiąca stron, opracowanego przez zespół Bólvara, aby uzasadnić odmowę zapłaty tych faktur. W istocie załącznik ten przedłożono w ramach czynności sądowych tego samego dnia, w którym wydano wyrok przyznający rację Emalsa.

– W tym wyroku, logicznie, nie ocenia się tych dokumentów, ale mówi się coś ważnego. Mówi się, że jeśli Ratusz się nie zgadza, to co może zrobić, to wypowiedzieć tę umowę. I tego nigdy nie zrobił. Wyroki w sprawie oczyszczania następowały po sobie, a obywatele Las Palmas de Gran Canaria wciąż płacimy, ale umowy się nie wypowiada. Nie zmodyfikowano relacji kontraktowej – utrzymuje adwokat Agustín Bravo de Laguna, który przypomina, że Jednostka Techniczna ds. Wody została zlikwidowana podczas kadencji socjalistycznego burmistrza Augusto Hidalgo (2015-2023).

Dla prawnika sam wyrok (z postępowania karnego) i bieg wydarzeń ostatecznie przyznały rację stowarzyszeniu, po tym jak spółka z kontrowersyjnych kontraktów, Sercanarias, została ostatecznie kupiona przez samą Emalsa za 2,5 miliona euro. – Publicznymi pieniędzmi kupuje się prywatną firmę, która należy do prywatnych partnerów – wskazuje adwokat, który podczas procesu (podobnie jak reszta oskarżycieli, z wyjątkiem Ratusza) utrzymywał nielegalność kontraktów przyznanych z ręki Sercanarias, ówczesnej filii Saur i Sacyr-Valoriza, prywatnych partnerów Emalsa w tamtym czasie (obecnie jest w rękach szwedzkiego funduszu powiązanego z rodziną Wallenberg).

Wspólny mianownik: powszechne milczenie polityczne

Dla członków zarządu decyzja Ratusza o wycofaniu oskarżenia była ostatecznym ciosem. – Wycofanie następuje, gdy brakuje już tylko końcowych wniosków procesu. To był moment, żeby przynajmniej poinformowali o tym akcie w komisji plenarnej. Trzeba pamiętać, że koncesja trwa do 2043 roku – podkreślają. – Po postępowaniu karnym, nic mniej, przeciwko 15 byłym dyrektorom Emalsa, z dowodami, że publiczne pieniądze były roztrwaniane pełnymi garściami, Ratusz nie tylko wycofuje oskarżenie, ale przedstawiciel municypalny publicznie pyta, kto ma przeprosić. Przeprosiny za to, że przeszkadzało się tym panom, którzy zarządzali milionami z całkowitą swobodą, bez żadnej kontroli – komentują oburzeni.

Przedstawiciele już nieistniejącego stowarzyszenia „El sol sale para todos” znajdują wspólny mianownik między sprawą Emalsa a inną z ich bitew w stolicy Gran Canarii, tych, które podjęli, by spróbować rzucić światło na projekt Metroguaguy: powszechne milczenie polityczne. – Nikt nie mówi, panuje absolutna cisza, nikt nie krytykuje. Bermejo przypomina, że w tej dekadzie stowarzyszenie uzyskało pięć korzystnych wyroków w związku z dostępem do informacji wobec Ratusza Las Palmas de Gran Canaria i że najważniejszy dotyczył Metroguaguy.

– Nie przestaję tego powtarzać: główny projekt miejskiej transformacji miasta od piętnastu lat nie został poddany publicznej informacji. Ani jednej kartki. To jest niespotykane – dodaje. Bermejo wyjaśnia, że ówczesny szef Urbanistyki, José Setién, obecnie przesłuchiwany w sprawie Valka, poszukał dla tej inicjatywy „osobliwej formuły” – projektu wstępnego wraz z podstawowym opisem. „El sol sale para todos” poprosiło Ratusz o te informacje, aby przeanalizować projekt mobilności. Nie otrzymawszy odpowiedzi, zwrócili się do komisarza ds. Przejrzystości, który przyznał im rację. Jednak Ratusz nadal odmawiał udostępnienia tego projektu wstępnego, więc musieli sięgnąć do sądów.

Metroguagua: projekt „wadliwy od narodzin”

– Kiedy sąd zażądał od Ratusza akt administracyjnych, to co przekazał, to akta pożyczki, którą Bank Inwestycyjny przyznał na Metroguaguę. Kosztowało nas to ponad pięć lat, by uzyskać informacje, o które prosiliśmy, od kiedy zaczęliśmy pozasądowo, prosząc Ratusz, aż do momentu, gdy sąd zmusił, pod groźbą grzywny, do ich nam wydania. Projekt wstępny był rozbudowanym PowerPointem, ale brakowało w nim badań geologicznych – przypominają. Stowarzyszenie wykryło, że Guaguas Municipales zleciło opracowanie projektu firmie Geursa, „podczas gdy zlecenia nie można składać z jednej spółki municypalnej na drugą”. Również to, że projekt rozpoczął się w 2014 roku bez aktu administracyjnego. – Zaczęli wydawać pieniądze bez wniosku do biur budżetowych, do doradztwa prawnego, do organu zarządzania ekonomiczno-finansowego… Więc narodził się wadliwy. Decydując się na formułę projektu wstępnego, administracja uniknęła konieczności poddawania każdego konkretnego projektu publicznej informacji – dodają.

Dlatego po pięciu latach bitew w sądach stowarzyszenie obywatelskie znalazło się na rozdrożu. – Był już 2021 rok. Moglibyśmy zażądać unieważnienia projektu wstępnego za nieprzestrzeganie procedury administracyjnej, ale już wydano bardzo dużo pieniędzy. Co byśmy w tamtym momencie osiągnęli przez unieważnienie? – pyta adwokat. Óscar Bermejo podkreśla, że stowarzyszenie miało bardzo piękną ideę związaną z Metroguaguą. – Pracuję dużo z Gabinete (Literario). Pomysł polegał na umieszczeniu w Gabinete paneli z podstawowymi danymi projektu. Już rozmawialiśmy z dziekanami szkół, żeby studenci kierunków inżynieryjnych, ekonomicznych czy geografii robili swoje prace dyplomowe i analizowali projekt dla obywateli, tak żeby kiedy by je przedstawiali, organizować debaty i przyznawać nagrody. Już rozmawiałem ze szkołami zawodowymi, żeby dać nagrodę tysiąca euro za najlepszą w każdej dyscyplinie – podkreśla.

Ostatni front: nielegalny hotel na Lanzarote

„El sol sale para todos” otworzyło swój ostatni front na wyspie Lanzarote. Stowarzyszenie obywatelskie nie rozumiało, jak hotel bez licencji, Papagayo Arena, położony w gminie Yaiza, mógł nadal działać, podczas gdy dyskutowano, czy należy go wyburzyć, czy można zalegalizować. Adwokat Agustín Bravo de Laguna podkreśla, że sprawa toczy się od 2013 roku przed sądami administracyjnymi. Stowarzyszenie zwróciło się do Prokuratury nie dlatego, że chciało wyburzenia lub legalizacji kompleksu hotelowego, ale dlatego, że uważało, że w międzyczasie nie może on pozostawać otwarty, ponieważ jego licencja jest nieważna. – Co chwilę zamykany jest jakiś warsztat, bo nie ma licencji. Ten (hotel) też jej nie ma.

Kolektyw ponownie zwrócił się do Ministerstwa Publicznego, gdy dowiedział się, że rząd Wysp Kanaryjskich przyznał deweloperowi tego nielegalnego hotelu subwencję w wysokości 2,45 miliona euro. Prokuratura złożyła doniesienie, które trafiło do Sądu Instrukcyjnego nr 4 w Arrecife, ale bez wymienienia stowarzyszenia. Aby przystąpić do sprawy, zażądano od nich kaucji w wysokości 12 000 euro. – To ciągnie się od 2013 roku. Nie oskarżam nikogo, ale jesteśmy w tym już dwanaście lat. Walczymy ze smokami – konkluduje adwokat, członek ostatniego zarządu, w skład którego wchodzili Óscar Bermejo (prezes), Maria Luisa Pita (wiceprezes) i Óscar Méndez (sekretarz).

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link