Rekordowa liczba ofiar na najniebezpieczniejszej trasie migracyjnej świata
Czwartkowe zatonięcie łodzi płynącej z Mauretanii na Wyspy Kanaryjskie przeszło do historii jako największa tragedia migracyjna, jaka kiedykolwiek wydarzyła się na tej trasie – uznawanej za najniebezpieczniejszą na świecie. Zginęło 143 osoby, a jedynie 16 udało się uratować. Do tej pory wydobyto ciała 70 osób, ale poszukiwania wciąż trwają w rejonie M’haijratt, około 60 kilometrów na północ od Nouakchott – stolicy Mauretanii.
Według relacji ocalałych, którzy poinformowali mauretańskie władze, łódź przewoziła 160 osób i wypłynęła z Gambii. Zatonęła po tygodniu żeglugi po Atlantyku. Te dramatyczne liczby znacznie przewyższają pierwsze doniesienia, które mówiły o około 20 ciałach i 17 ocalałych.
Śmiercionośne statystyki atlantyckiej trasy migracyjnej
Ta najnowsza katastrofa to kolejny tragiczny punkt na długiej liście katastrof morskich, które naznaczają szlak atlantycki. W ostatnich latach organizacje społeczne oraz Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji (IOM) dokumentowały liczne incydenty z dziesiątkami ofiar śmiertelnych wśród kajaków i małych łodzi zatonuvších na Atlantyku.
Według danych organizacji pozarządowej Caminando Fronteras, tylko w 2024 roku szlakiem atlantyckim – jak nazywana jest trasa kanaryska – do Hiszpanii dotarło 46 843 migrantów. Jednocześnie 9 757 osób zginęło, próbując przekroczyć tę trasę. Oznacza to, że niemal co piąta osoba – dokładnie 17,2 procent – która zdecydowała się na tę drogę migracji, straciła życie podczas przeprawy.
IOM podaje na swojej stronie internetowej, że od 2014 roku na tej trasie zginęło lub zostało uznanych za zaginione około 5 450 osób.
Ćwierć wieku tragedii na wodach wokół Wysp Kanaryjskich
Minęło już 26 lat od pierwszej odnotowanej katastrofy morskiej na trasie do Wysp Kanaryjskich. 26 lipca 1999 roku, u wybrzeży Fuerteventury, dziewięciu młodych ludzi ze wsi w Maroku zginęło, gdy ich łódź uderzyla w skały. Wśród ofiar był 15-letni chłopiec.
Dekadę później szlak migracyjny na Wyspy Kanaryjskie ponownie został naznaczony tragedią. Wypadek z lutego 2009 roku u wybrzeży Los Cocoteros na Lanzarote pochłonął 25 ofiar, z których udało się uratować jedynie sześć osób. Przez lata ten przypadek był uważany za największą tragedię migracyjną w wodach archipelagu.
Rekord ten został pobity 28 września 2024 roku, kilka kilometrów od El Hierro, kiedy zatonął cayuco – tradycyjna łódź rybacka używana przez migrantów. Zginęło wówczas 63 osoby, a 27 przeżyło. Wydobyto jednak tylko dziewięć ciał. 28 maja tego samego roku, również przy El Hierro, wywróciła się kolejna łódź, zabijając siedem osób: cztery dorosłe kobiety, dwie dziewczynki i nastolatkę.
Mauretania jako główna brama do Europy
Pomimo licznych tragedii szlak atlantycki pozostaje główną drogą do Europy dla migrantów podróżujących drogą morską. W ostatnich latach odnotowano znaczny wzrost liczby przepraw. W tym kontekście podróże między wybrzeżami Mauretanii a Wyspami Kanaryjskimi stają się coraz częstsze.
Większość łodzi, które w ostatnich latach dotarły do archipelagu, wypłynęła właśnie z tego afrykańskiego kraju. Prawie 70 procent wypadków udokumentowanych na szlaku atlantyckim dotyczy małych łodzi rozpoczynających swoją podróż od wybrzeża Mauretanii. Kraj ten pełni funkcję punktu tranzytowego dla osób uciekających przed wojną w Mali.
Ta sytuacja doprowadziła Unię Europejską do nawiązania ściślejszej współpracy z Mauretanią w celu wzmocnienia zarówno zarządzania granicami, jak i kontroli migracji.
Czynniki zwiększające ryzyko katastrofy
Tragedia na szlaku atlantyckim wykracza daleko poza kwestie zarządzania migracją, a sytuację pogarsza wiele czynników. Używane łodzie są często niepewne, przeładowane i w złym stanie technicznym, co dramatycznie zwiększa ryzyko katastrofy. Do tego dochodzą trudne warunki pogodowe – sztormy, silne prądy morskie, przypływy i odpływy, które dodatkowo utrudniają przeprawę.
Teraz, gdy Atlantyk jest spokojny – co poprawia warunki żeglugi – w nadchodzących miesiącach spodziewany jest wzrost liczby przyjazdów. To coś, przed czym rząd Wysp Kanaryjskich ostrzegał przy wielu okazjach i co już zaczęło być odczuwalne w ostatnich tygodniach.
Rekordowe liczby migrantów na jednej łodzi
W ubiegłą niedzielę cayuco z 251 osobami – największą łodzią, która do tej pory dotarła do wybrzeży Gran Canarii – zostało uratowane 429 kilometrów od południowej części wyspy. Na pokładzie znajdowało się 227 mężczyzn, 24 kobiety i 19 nieletnich migrantów podróżujących bez opieki osób dorosłych.
Ta ostatnia grupa, która według różnych instytucji jest szczególnie narażona, znajduje się w centrum obecnej debaty politycznej. Spór dotyczy rozmieszczenia dzieci i młodzieży migrantów na terenie całej Hiszpanii – problem, który pomimo śmierci na Atlantyku, nadal koncentruje uwagę polityków.
Polityczny spór w cieniu tragedii
W centrum konfliktu stoją regiony rządzone przez Partię Ludową (PP), które określają dystrybucję dzieci i wspierający ją dekret rządowy jako “niesprawiedliwe”, zarzucając wykorzystywanie dzieci “jako karty przetargowej”. Z kolei rząd centralny oskarża te stanowiska o rasizm.
Tymczasem tragedia na Atlantyku trwa nadal. Katastrofy morskie, które rozpoczęły się ponad 20 lat temu, wciąż się powtarzają, a polityka migracyjna odchodzi od gwarantowania legalnych i bezpiecznych sposobów migracji. Tę dramatyczną rzeczywistość uwypukliła kilka dni temu katastrofa cayuco wypływającego z Mauretanii – największa tragedia migracyjna w historii tej trasy.