nielegalne osiedla favela teneryfa hotelarze alarm

Hotelarze alarmują: „W Los Cristianos powstaje favela”

Hotelarze alarmują: „W Los Cristianos powstaje favela”

Przedsiębiorcy protestują przeciwko „prawu dżungli” w urbanistyce, które napędza rozprzestrzenianie się nielegalnych osiedli na południu Teneryfy. Prezes prowincjonalnego stowarzyszenia hotelarskiego Ashotel, Jorge Marichal, ostrzega, że „za rok będziemy mieli favelę w Los Cristianos”, jeśli nie zostaną podjęte natychmiastowe działania. Jego słowa, wypowiedziane w poniedziałek 30 marca 2026 roku dla Radio Televisión Canaria i potwierdzone dla EL DÍA, padły po tym, jak lokalne władze pięciu najbardziej dotkniętych gmin – Arona, Adeje, Granadilla, San Miguel i Santiago del Teide – zaapelowały o pilną pomoc, czując się przytłoczone narastającym zjawiskiem.

Kryzys mieszkaniowy napędza chaos

„Rozwiązania kryzysu mieszkaniowego muszą nadejść już teraz, ponieważ to, co dzieje się w Los Cristianos, gdzie mamy już pół faveli, ma miejsce w wielu innych punktach na południu wyspy” – podkreśla Marichal, dodając, że „dzika zabudowa zajmuje tereny naturalne i rolne”. Szef hotelarzy wyjaśnia, że „nie można winić ludzi”, ponieważ „praktycznie nie ma ofert mieszkaniowych, a te, które są, wciąż drożeją”. „Co mają zrobić, zostać na ulicy?” – pytał retorycznie Jorge Marichal. „Nie można też pozwolić, żeby obowiązywało tu prawo dżungli” – dodał prezes Ashotel, obwiniając administrację publiczną. „Nie buduje się mieszkań socjalnych, mimo ciągłego mówienia o kryzysie; nie ulepsza się planów zagospodarowania, wszystko spowalnia biurokracja… Nikt nic nie robi. W Aronie, na przykład, piętrzą się pozwolenia, które trafiły do szuflady, i nie mówię tego o obecnych władzach miejskich, to problem, który ciągnie się od wielu lat”.

30-kilometrowa strefa nielegalnych osiedli

Podczas gdy polityka mieszkaniowa tkwi w miejscu, a sytuacja na rynku nieruchomości się pogarsza – w Adeje i Aronie nie ma wynajmu poniżej 750 euro miesięcznie, a pokój w mieszkaniu współdzielonym poszybował do średnio ponad 400 euro – nielegalne osady rozprzestrzeniają się na pasie o długości 30 kilometrów wzdłuż wybrzeża i terenów śródgórskich południowej części wyspy. Około 4000 osób zajmuje nieużytki, wąwozy i jaskinie, stawiając namioty, przyczepy kempingowe i prowizoryczne konstrukcje w rozproszonych skupiskach w samym sercu turystycznej Teneryfy, które zaczynają się już rozszerzać na Guía de Isora i Vilaflor.

Główne skupiska prowizorycznych domków, modułów czy przyczep znajdują się w miejscach takich jak Caleta de Adeje, Camino de la Virgen, Llano Blanco, Lomo Negro, Los Vivitos, Los Migueles, Montaña de Guaza czy La Mareta. Niepowstrzymana i niekontrolowana ekspansja tych enklaw, które pochłaniają naturalny i rolny grunt, zmusza władze miejskie do desperackiego wołania o pomoc.

Problem dotyka nawet pracowników turystyki

Przedsiębiorcy wskazują, że do problemu mieszkaniowego i napływu Europejczyków szukających alternatywnego stylu życia na terenach, gdzie zamieszkanie jest zabronione, dochodzą nawet korki na autostradzie spowodowane tym zjawiskiem. W nielegalnych osiedlach mieszkają nawet pracownicy sektora turystycznego, którzy nie są w stanie znaleźć dla siebie miejsca.

Javier Cabrera, prezes Círculo de Empresarios y Profesionales del Sur de Tenerife (CEST), dziwi się, że sytuacja się pogarsza, choć „to nic nowego”. „Od lat ostrzegamy przed tą sytuacją i nie tylko nie szuka się rozwiązań, ale jest coraz gorzej”. Cabrera przypomina, że już dekadę temu w jego ręce trafił raport Służby Ochrony Przyrody (Seprona) Gwardii Cywilnej alarmujący o sytuacji w Lomo Negro w gminie Arona, gdzie obecnie znajduje się około 450 nielegalnych domów. Budowle te wznoszone są od ponad 20 lat na chronionym gruncie rolnym, łamiąc obowiązujące prawo.

Walka o ziemię i brak rozwiązań

Władze sądowe wydały już nakazy rozbiórki, podczas gdy mieszkańcy podjęli wszelkie możliwe środki, aby uniknąć eksmisji. Zjednoczeni w stowarzyszeniu, od lat domagają się wyjścia z sytuacji – w postaci moratorium, amnestii lub zmiany planu zagospodarowania, aby zalegalizować swoje domy. Wielu z nich twierdzi, że nie ma alternatywy mieszkaniowej. Postępowanie sądowe, które doprowadziło do wszczęcia procedur przywrócenia stanu pierwotnego terenu, zostało zainicjowane na wniosek Kanaryjskiej Agencji Ochrony Środowiska Naturalnego.

„To powszechny problem zarządzania terytorium, zarówno w obszarach naturalnych, jak i rolnych, który zamiast się rozwiązywać, pogarsza się z każdym rokiem” – przypomina prezes CEST. „Osiedla rozprzestrzeniły się w takim stopniu, że ma się wrażenie, iż kto przyjedzie, może zacząć żyć, gdzie mu się podoba”.

Anarchia, chaos i… biznes

Javier Cabrera i Jorge Marichal mówią o „anarchii i chaosie” w zarządzaniu przestrzenią, szczególnie na południu Teneryfy, ale także w innych punktach wyspy. „Te skupiska substandardowego budownictwa rozwijają się już nie tylko na gruntach rolnych i w wąwozach, ale dodatkowo prowadzi się w nich działalność zarobkową, jak wynajem wakacyjny chat, przyczep i wszelkiego rodzaju prowizorycznych budowli” – ostrzegają.

„Sytuacja jest bardzo złożona i przybiera różne formy” – przyznaje najwyższy przedstawiciel Círculo de Empresarios, ale „przyczyny od wielu lat są te same, głównie nadmiar biurokracji, który sprawia, że wszystko toczy się w zastraszająco wolnym tempie: budowa mieszkań, wydawanie pozwoleń, uwolnienie gruntów, postępowania przeciwko samowoli budowlanej…”.

„W zarządzaniu urbanistycznym przez administracje panuje powszechna pobłażliwość, która tłumaczy, dlaczego desperackie wołania o rozwiązanie powtarzają się rok po roku od zbyt dawna” – ubolewa Javier Cabrera. „Efekt? Wszyscy robią, co chcą” – zapewnia. Jako przykład podaje kary dla właścicieli gruntów rolnych, którzy dzielą ziemię, wielokrotnie zwiększają zyski i pozwalają na budowę domów tam, gdzie jest to zabronione.

„Wszczyna się przeciwko nim postępowanie, ono się ciągnie w nieskończoność, a gdy w końcu zapadnie decyzja, są to minimalne kary, które sprawiają, że nielegalność jest dla nich opłacalna. Rezultat? Inni podążają tą drogą, bo wiedzą, że zyski są znacznie większe niż kara” – konkluduje. Burmistrzowie z południa w ostatnich latach już wielokrotnie wzywali na pomoc inne administracje – Radę Wyspy, Rząd Wysp Kanaryjskich i rząd centralny – by potem skarżyć się, że ta pomoc „ostatecznie nie nadchodzi”.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link