Unijny parasol ochronny dla Kanarów
Czy nie stawiamy zbyt wielu szczególnych wymagań naraz? Nie ulega wątpliwości, że mamy taki instrument prawny jak artykuł 349 Traktatów i musimy go wykorzystywać właśnie po to, by bronić naszej odrębności. Mówiąc to, musimy jednak przyznać, że trzeba być rozsądnym w składanych petycjach. W Europie nie wszystko jest takie proste i nie wszystko rozwiązuje się przez samo stwierdzenie, że mamy artykuł, który nas chroni. Trzeba walczyć dzień w dzień i myślę, że musimy być bardzo konsekwentni w tym, o co walczymy, bo praca jest mozolna. To bezdyskusyjne.
Posei i fundusze strukturalne na czele listy priorytetów
Jest wiele otwartych frontów, wiele ważnych tematów, ale musimy umieć ustalić ich kolejność. W tej chwili jasne jest, że utrzymanie programu Posei i utrzymanie otrzymywanych funduszy strukturalnych jest absolutnie fundamentalne. Cóż, my mamy inne okoliczności niż ktokolwiek inny. Mamy je, ponieważ jesteśmy inni – jesteśmy regionami ultraperyferycznymi i tak właśnie postrzega nas artykuł 349. Ale, co jest prawdą i widzimy to codziennie w Parlamencie, różne wyspy lub regiony upośledzone pretendują do statusu podobnego do naszego. Jeśli mówimy o Posei, wielu też chce Posei. Jeśli mamy REF (Specjalny Regimen dla Wysp Kanaryjskich), to oni też chcą REF. My jednak, oprócz bycia regionem upośledzonym w jakiejś dziedzinie, jesteśmy wyspami i jesteśmy RUP (Regionem Ultraperyferycznym).
Bruksela vs. Madryt: kto lepiej rozumie Kanary?
Rozumiem te roszczenia, ale tak naprawdę się z nimi nie zgadzam. Po pierwsze, nieprawdą jest, że to, co się robi, nas nie dotyczy. Po drugie, jestem przekonany, że Europa rozumie Wyspy Kanaryjskie znacznie lepiej niż rząd Hiszpanii i pokazuje to każdego dnia. To prawda, że może trzeba prowadzić więcej działań wyjaśniających. Ale często widzimy, że gdy rząd chce podjąć decyzję, która nie jest dobra lub nie jest dobrze odbierana, zrzuca winę na Europę. Kiedy jednak trzeba rozdawać dotacje lub pomoc, wygląda to, jakby pochodziły od nich, podczas gdy to Europa je dała. Spędziłem w Europie wiele lat i mogę powiedzieć, że doskonale rozumie ona Wyspy Kanaryjskie, a ponadto je chroni. Uważam, że Europa jest pod tym względem wielką tarczą ochronną.
Biurokracja, która uderza w rybaków
Są rzeczy, które można by zrobić lepiej i to prawda, że jest to ciężka machina, czasem trudna do zrozumienia w swoich działaniach lub decyzjach. Jak na przykład kwestia użycia środków fitosanitarnych. Dlaczego mi autoryzuje się tylko 400, a krajom trzecim 700? Ponieważ jesteśmy rygorystyczni w wielu środkach dla rolnictwa, ale także dla rybołówstwa i innych sektorów. I to prawda, że musimy wymagać, jeśli ta surowość jest konieczna, aby dotyczyła ona równo produktów przywożonych z zewnątrz.
Tak, woda jest trochę mętna. To rozporządzenie kontrolne, w którym, efektywnie, uważam, że jest ono znacznie surowsze i nierozsądniejsze, niż mogłoby być. Ale prawdą jest, że w Parlamencie Europejskim staraliśmy się złagodzić wiele wymogów tego rozporządzenia, szczególnie tych związanych z flotą rybacką o charakterze rzemieślniczym. Pozostaje jeszcze praca do wykonania. Trzeba pracować dzień po dniu i zdobywać małe kamienie milowe.
Nie ma to na przykład żadnego sensu w odniesieniu do tych małych łodzi, wiele elementów dotyczących ważenia, dziennika pokładowego, konieczności nieustannego zgłaszania, zmuszania rybaków do bycia prawdziwymi menedżerami administracyjnymi. Rybacy chcą po prostu łowić ryby i mieć najlepsze możliwe warunki połowu, prawda? A także, aby umożliwiono wymianę pokoleniową. W tym celu trzeba bez wątpienia zmienić wiele rzeczy w polityce rybołówstwa.
Nie ma sensu, że jeśli ktoś chce zamontować na łodzi lub wymienić silnik na mniej zanieczyszczający, uznaje się to za zwiększenie mocy. To nieprawda – zwiększa się w ten sposób tonaż społeczny, a nie zdolność połowowa.

