Przeciwko fali eksmisji: setki osób protestują w Las Palmas
W środę o godzinie 19:00 w parku San Telmo w Las Palmas de Gran Canaria zebrało się blisko sto osób. Wśród nich byli przedstawiciele władz, członkowie grup takich jak „Derecho al Techo” (Prawo do Dachu), „Mi barco, mi casa” (Mój statek, mój dom) czy Stowarzyszenia Emerytów z Gran Canarii, a także osoby, których twarze stały się ostatnio szeroko znane – jak Margarita Sánchez, brutalnie eksmitowana ze swojego mieszkania w Muelle Deportivo. Obecna była też Loli z „Mi barco, mi casa”, która towarzyszyła Margaricie w chwili, gdy Guardia Civil i Policja Portowa wywlekły je za spodnie. Na miejscu była również kobieta, która przygarnęła Margaritę do swojego domu, która przez megafon przypominała, że atak na emerytury to także atak na przyszłość młodych ludzi. Nie zabrakło też deszczu.
„Przeciwko prawicy, która nas wyrzuca z domów”
Pilna koncentracja, zwołana przez platformę „Derecho al Techo” pod hasłem „Przeciwko prawicy, która nas wyrzuca z domów”, miała na celu zamanifestowanie niezadowolenia z tego, co protestujący uważają za polityczną zdradę. Chodzi o głosowanie Partii Ludowej (PP), Vox i Junts przeciwko waloryzacji emerytur o 2,7% na 2026 rok oraz przedłużeniu ochrony dla rodzin w trudnej sytuacji, które mogą zostać eksmitowane z powodu niemożności spłaty czynszu. Głosowanie w Kongresie zakończyło się wynikiem 171 głosów „za” i 178 „przeciw”.
– Jesteśmy tu dziś, ponieważ wyrzuca się nas z naszych domów – mówił Javier Marrero, rzecznik „Derecho al Techo”. – I dlatego, że ci, którzy mają władzę, by temu zapobiec, postanowili tego nie robić.
Protestujący zapewniają, że ta decyzja to nie błąd techniczny ani parlamentarna anegdota i wskazują na partie PP, Vox i Junts jako na wyraźnych odpowiedzialnych. Dla aktywistów i prawników pracujących w tych kolektywach tzw. tarcza społeczna służyła do uniknięcia, in extremis, eksmisji osób w trudnej sytuacji bez alternatywy mieszkaniowej lub, w najgorszym przypadku, do zyskania czasu na negocjacje dotyczące zakwaterowania.
Bez narzędzi ochrony i problem turystyfikacji
– Pozbawiono nas narzędzi, które mieliśmy. Wśród nich było takie, które zobowiązywało instytucje do stanienia po stronie najsłabszego, czyli lokatorów. W przypadku Gran Canarii ponad 80% eksmisji dokonuje się z powodu niepłacenia czynszu – wyjaśnia Javier Marrero w rozmowie z naszą redakcją. – Do tego wszystkiego – przypomina Marrero – trzeba dodać problem turystyfikacji terytorium i brak kontroli nad strefami napięć mieszkaniowych, o co wielokrotnie apelowano. To spowoduje gwałtowny wzrost cen najmu, wyższy niż w innych wspólnotach autonomicznych.
Na podstawie przeprowadzonych badań, w tym publikacji innych związków zawodowych, „Derecho al Techo” szacuje, że skutki tych zmian dotkną około 98 000 osób. W największym stopniu narażona jest na nie młodzież, która ma pracę, się usamodzielniła, zaczęła zarabiać, ale której pensja pozostaje na tym samym poziomie, a nagle kończy się jej umowa najmu, podnosi się czynsz i musi wrócić do domu rodziców.
Rozczarowanie młodego pokolenia
O rozczarowaniu tego pokolenia systemem opowiada Sofía Olivares de Durán, studentka prawa współpracująca z kolektywem „Derecho al Techo” oraz z uniwersytecką grupą Obrony Demokracji.
– Najbardziej drastycznym punktem w mediach jest eksmisja, ale wcześniej występują inne rodzaje presji, które także spadają na młodych: cena najmu, godzenie studiów z kilkoma pracami, brak możliwości zaplanowania życia na dłuższą metę. Czujemy się zdradzeni, bo nie możemy mieszkać blisko naszych rodzin, bo nie możemy mieć planu na życie i musimy wyjeżdżać, nawet jeśli chcemy zostać w ziemi, która nas widziała dorastanie i chcemy tu budować przyszłość – przekonuje Olivares.
Inframieszkania i brak perspektyw
„Derecho al Techo” ostrzega przed coraz liczniejszymi przypadkami osób, które decydują się na życie w inframieszkaniach w obliczu groźby spania na ulicy.
– Wynajem pokoi, a nawet przestrzeni nieprzystosowanych, jak pomieszczenia na tarasach, garaże – co zdarza się często – a w Las Palmas de Gran Canaria dzieje się to w lokalach handlowych, podzielonych na szereg pomieszczeń, w których mieszka cztery lub pięć osób – mówi Javier Marrero. – Rząd Wysp Kanaryjskich musi wdrożyć Ustawę o Mieszkaniach, która przewiduje nałożenie limitu na ceny najmu.
Marrero z niepokojem myśli o przyszłości aktywizmu. – Nigdy nie było łatwo, ale teraz trzeba walczyć z mniejszymi zasobami. Będziemy musieli zajmować się gaszeniem pożarów i ciągłym bieganiem. Będzie nam bardzo ciężko kontynuować walkę, ale spróbujemy i zorganizujemy to jak najlepiej, zaczynając od tej pilnej koncentracji. To niesamowite, że przyszło tak wiele osób, i to jeszcze w deszczu, bo to sposób na zasianie ziarna lub zapalenie płomienia.
Politycy o możliwościach działania
Dla Gemmy Martínez Soliño, radnej Podemos ds. Rozwoju Strategicznego, Zrównoważonego Rozwoju i Energii w ratuszu w Las Palmas, obecnej na proteście, wystarczyłoby wdrożyć istniejące już środki.
– Zawsze broniliśmy, a nawet jako Podemos Canarias wypominaliśmy Rządowi Wysp Kanaryjskich, że mogąc zastosować Ustawę o Mieszkaniach, mogąc postawić limit temu problemowi – bo problemem są czynsze, które nie mają limitu, które nie przestają rosnąć – mogąc zastosować Ustawę o Mieszkaniach w strefach napięć, rząd zachowuje się absolutnie buntowniczo – wyjaśnia.
Zapytana, czy z poziomu samorządu można złagodzić skutki braku tarczy, radna przypomina, że władze lokalne mają narzędzia. – Mamy plan ogólny, który mógłby regulować strefy mieszkaniowe i strefy działalności gospodarczej, raz na zawsze uregulować kwestię mieszkań turystycznych, wszystkich tych budynków, gdzie wcześniej mieszkali ludzie z dzielnicy, a które teraz są mieszkaniami wakacyjnymi, Airbnb, lub są przekształcane w hotele. Oczywiście mamy potencjał w ratuszu, my to zbadaliśmy, zaproponowaliśmy to naszym partnerom koalicyjnym. Czekamy, bo jeśli dla Podemos istnieje jakaś czerwona linia w rządzie, to jest nią mieszkanie.
I zamierzają bronić tej czerwonej linii do ostateczności. – Przyszliśmy tu, aby zmieniać rzeczy. Jeśli nasi partnerzy nie chcą ich zmieniać, niech oni to wyjaśnią, ale my nie będziemy dalej uczestniczyć w rządzie, który nazywa się postępowym, a nie rozwiązuje realnego problemu naszych obywateli, jakim jest dostęp do godnego mieszkania – kończy.
Spotkanie z rzecznikiem praw obywatelskich i kolejne przypadki
Rzeczniczka Praw Obywatelskich (Diputada del Común), Lola Padrón, i przedstawiciele Platformy „Derecho al Techo” odbyli we wtorek spotkanie, na którym kolektyw przedstawił kilka kwestii związanych z kryzysem mieszkaniowym na Wyspach Kanaryjskich. Robią to w obliczu jeszcze trudniejszej perspektywy dla aktywistów po tym, jak Kongres, głosami trzech prawicowych partii, odrzucił przedłużenie moratorium na eksmisje i innych środków tzw. „tarczy społecznej”.
Rozmowa odbywa się dwa tygodnie po eksmisji septuagenariuszki Margarity Sánchez i dzień przed oporem Juana Antonio Martína, starszego pana z Centrum dla Seniorów La Dehesa, który nie chce zostać eksmitowany ze swojego pokoju, ze swojego domu, na La Palmie, gdzie ma swoją kuchenkę do kawy i szafę z ubraniami – jak mówił w środę rano w publicznym radiu kanaryjskim.
Wśród środków zaproponowanych na spotkaniu domagają się skutecznego i szybkiego wdrożenia Porozumienia o współpracy na rzecz wykrywania sytuacji zagrożenia w procedurach eksmisyjnych i egzekucji hipotecznych, podpisanego z Radą Generalną Władzy Sądowniczej, Rządem Wysp Kanaryjskich i Federacją Kanaryjską Gmin (FECAM). Porozumienie wygasa w lipcu tego roku, a brak jego wdrożenia uniemożliwia jego odpowiednie poznanie i wykorzystanie.
Wśród głównych żądań rzeczniczka Praw Obywatelskich podzieliła potrzebę, aby osoby w trudnej sytuacji miały automatycznie zapewnionego adwokata z urzędu od początku procedury eksmisyjnej. Dla kolektywu kluczowe jest uruchomienie punktów informacyjnych w gminach i związkach gmin, aby ludzie mogli nauczyć się rozumieć, na czym polega eksmisja, jeszcze przed jej wykonaniem i jakie opcje mają, zanim stracą dom.

