kary apartamenty wyspy kanaryjskie 2026

Mimo zapowiedzi, kary dla właścicieli apartamentów wciąż trafiają do skrzynek

Rok od uchwalenia dekretu, a kary wciąż są wysyłane

Minął rok od wprowadzenia dekretu, który miał położyć kres karom dla osób chcących mieszkać we własnych apartamentach na Wyspach Kanaryjskich lub traktować je jako drugie domy, zamiast przeznaczać je pod wynajem turystyczny. Mimo zapowiedzi, sankcje nadal trafiają do rodzin. Tylko w kwietniu ubiegłego roku właściciele jednego z mieszkań na La Gomerze otrzymali propozycję kary w wysokości 2 250 euro za to, że nie wykorzystują nieruchomości do celów turystycznych, tylko mieszkalnych. Przy ustalaniu wysokości grzywny, która została zakwalifikowana jako „poważne przewinienie”, wzięto pod uwagę lokalizację apartamentu – w tym przypadku w typowo turystycznej dzielnicy Valle Gran Rey.

„Jesteśmy na emeryturze i chcemy cieszyć się rodziną”

Jedna z poszkodowanych kobiet opowiedziała naszej redakcji, że mieszkanie zostało kupione przez jej ojca z ogromnym trudem, a następnie odziedziczyło je trójka rodzeństwa. Ich celem jest korzystanie z niego, a nie przeznaczanie go na działalność turystyczną. – Jesteśmy na emeryturze i chcemy po prostu cieszyć się życiem rodzinnym i wspólnie spędzać czas – mówi. Podkreśla, że rodzina ma korzenie na La Gomerze i czuje silną więź z wyspą, choć na co dzień mieszkają na Teneryfie. Uważa, że nakładanie takich kar jest niesprawiedliwe zarówno dla nich, jak i dla setek innych rodzin.

szlaki na teneryfie przystanek rodzinka banner v1

Debata w parlamencie kanaryjskim

Sprawa trafiła w tym tygodniu pod obrady parlamentu Wysp Kanaryjskich. Przed gmach parlamentu przybyli przedstawiciele Platformy Osób Poszkodowanych przez Ustawę Turystyczną, by śledzić przebieg debaty. Posłowie partii Nueva Canarias pytali minister turystyki o dekret uchwalony w ubiegłym roku, który miał zatrzymać fale mandatów. W ocenie działaczy okazał się on kompletną porażką, a kary wciąż są nakładane. Minister Jessica de León (Partia Ludowa) odpowiedziała, że ustawa, na podstawie której wystawiane są mandaty, pochodzi z 2013 roku. Mowa w niej o zasadzie „jedności eksploatacji” (czyli zakazie samodzielnego wynajmu apartamentów przez właścicieli – mogą to robić tylko za pośrednictwem operatorska turystycznego) oraz o tym, że sposób użytkowania nieruchomości musi być zgodny z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego.

De León ograniczyła się do stwierdzenia, że nie sprawowała urzędu w momencie uchwalania ustawy. Dodała, że gdy operator turystyczny składa skargę, jej departament ma obowiązek rozpatrzyć zgłoszenie i egzekwować przepisy. Zapewniła jednak, że trwają poszukiwania rozwiązań i zadeklarowała chęć kontynuowania dialogu przy okrągłym stole.

176 spraw, 110 odwołań i ani jednej decyzji

Minister poinformowała również, że w całym archipelagu toczy się 176 postępowań związanych z tym problemem. W 110 przypadkach wniesiono już odwołania od decyzji, 66 spraw nie zostało zaskarżonych, 37 czeka na wysłanie, 63 są w toku rozpatrywania, a zaledwie dziesięć zostało rozstrzygniętych. – Mówią nam, że muszą nakładać kary, bo wpływają skargi, ale wszczęcie postępowania nie musi oznaczać kary – odpowiadają działacze Platformy. – Administracja może i powinna przeanalizować każdy przypadek. Gdy mamy do czynienia z prawami nabytymi, kara nie powinna mieć miejsca. Według naszych wyliczeń, które opieramy na biuletynach urzędowych, mówimy o 128 nakazach zapłaty i 178 postanowieniach o wszczęciu postępowania. Od momentu wejścia w życie dekretu odnotowaliśmy 62 takie postanowienia – wyliczają.

– W naszym kompleksie są apartamenty, które faktycznie chcą być wynajmowane turystom i im to pasuje. My się temu nie sprzeciwiamy – niech sobie wynajmują. Ale są też rodziny, które nie chcą uczestniczyć w tym biznesie. Dlaczego więc mają nas karać? Ten operator nas zaskarżył i teraz dostajemy mandaty. To bardzo nieprzyjemna sytuacja – przyjeżdżasz do własnego miejsca i znajdujesz wezwanie do zapłaty – żali się jedna z poszkodowanych z La Gomery.

– Operator niech sobie wynajmuje te apartamenty, które chce, a nas, którzy nie chcemy, niech zostawi w spokoju. Na La Gomerze to zawsze funkcjonowało – w kompleksach jedni wynajmowali, inni nie. I nigdy nie było problemów – dodaje. Kobieta zapewnia, że rodzina odwołała się od kary, bo jej zapłacenie oznaczałoby przyznanie racji administracji, a ona uważa, że tej racji nie ma. Jej ojciec kupił to mieszkanie na przełomie lat 90. i 2000. i nikt wtedy nie mówił mu, że nie będzie mógł w nim mieszkać i będzie musiał oddać je w zarząd operatorowi turystycznemu. – To mieszkanie o przeznaczeniu mieszkalnym – tak widnieje w katastrze. I tak samo jest napisane w akcie notarialnym, który ojciec wtedy podpisał – podkreśla.

Platforma Osób Poszkodowanych przez Ustawę Turystyczną nie ustaje w walce z lawiną mandatów. Maribe Doreste, rzeczniczka ugrupowania, przypomina, że już w zeszłym roku ostrzegano, iż dekret nie zatrzyma kar, bo zmusza właścicieli do ubiegania się o zmianę sposobu użytkowania nieruchomości. – To pułapka. Nie możesz wnioskować o coś, co już masz i czym dysponujesz. Jeśli o to wnioskujesz, stajesz po przeciwnej stronie. Mówisz administracji, że uznajesz swój lokal za turystyczny, skoro prosisz o zmianę na mieszkalny. A my bronimy stanowiska, że nasze użytkowanie jest legalne i nabyte – tłumaczy.

Dekret z mocą ustawy 2/2025, przedstawiany jako rozwiązanie problemu, wcale nie doprowadził do zawieszenia kar ani nie rozwiązał sporu. – Rok po jego uchwaleniu kary wciąż spływają. Dla osób poszkodowanych dekret nie tylko okazał się porażką, ale wręcz umocnił traktowanie ich domów jako „jednostek noclegowych”, utrwalając obowiązek przeznaczania ich na cele turystyczne. W niektórych przypadkach narzucił nawet konieczność podporządkowania się jednemu operatorowi w obrębie całego kompleksu – podkreśla Doreste.

Platforma dostrzega w tym celową strategię przekształcania niektórych obszarów, takich jak Maspalomas, w strefy czysto turystyczne, z których znikną stali mieszkańcy. – Próbuje się narzucić model „miasta wakacyjnego”, w którym nie ma obywateli, a tylko turyści – alarmują. Działacze podkreślają, że nie prowadzą żadnej działalności turystycznej. Są mieszkańcami, a nie operatorami. Dlatego też uważają, że ministerstwo turystyki nie ma nad nimi żadnej jurysdykcji. – Niech regulują turystykę, oczywiście. Ale my turystyką nie jesteśmy – podsumowują.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link