oplata turystyczna mogan uniewazniona

Sąd unieważnił pionierską opłatę turystyczną w Mogán. Miasto musi zwrócić koszty procesu

Sąd unieważnił opłatę turystyczną w Mogán

Kanaryjski Sąd Najwyższy (TSJC) uchylił uchwałę regulującą pionierską opłatę turystyczną w gminie Mogán na Gran Canarii. Powód? Samorząd – jak uznali sędziowie – próbował ukryć pod jej szyldem podatek, na który nie miał kompetencji. Wyrok zapadł 28 maja, ale ujawniono go w poniedziałek, 13 lipca.

Sąd Administracyjny kanaryjskiego wymiaru sprawiedliwości przychylił się do skargi złożonej przez Federację Przedsiębiorców Branży Hotelarskiej i Turystycznej prowincji Las Palmas (FEHT). Gmina Mogán, na czele której stoi Onalia Bueno z ugrupowania Juntos por Mogán, uchwaliła w lutym 2025 roku tak zwaną Ordynację Podatkową Regulującą Opłatę za Usługi i Realizację Działań Wynikających z Ruchu Turystycznego oraz Obowiązek Zrównoważonego Rozwoju.

szlaki na teneryfie przystanek rodzinka banner v1

Ile wynosiła opłata i na co miała iść?

Przepisy ustalały stawkę w wysokości 0,15 euro dziennie od każdej osoby nocującej w obiektach na terenie gminy. Władze miasta tłumaczyły, że jako destynacja turystyczna potrzebują tych środków, by łagodzić wpływ sektora turystycznego na środowisko i zapewnić finansowanie usług publicznych. Aby ułatwić ściąganie tej nowatorskiej opłaty, uchwała nakładała obowiązek jej poboru na właścicieli obiektów turystycznych.

Jak wynika z informacji przekazanych przez urząd gminy w maju, w pierwszym roku obowiązywania opłaty zebrano z jej tytułu 1,4 miliona euro. Burmistrzyni zapowiedziała wówczas zamrożenie przeglądu stawek do czasu uzyskania gwarancji prawnej, której ostatecznie nie otrzymała.

Dlaczego opłata została uznana za nielegalną?

Zarówno organizacje turystyczne, jak i partie opozycyjne w Mogán (Nowe Kanary i PSOE) odrzuciły ten pomysł od samego początku, ostrzegając przed jego nielegalnością. FEHT skierowała sprawę do sądu, argumentując, że uchwała narusza zasadę wyłączności ustawy – ponieważ przedmiot opodatkowania (powód, za który się płaci) opierał się na niejasnych, abstrakcyjnych i ogólnych definicjach, uniemożliwiających określenie, jakie konkretne usługi finansuje opłata.

W skardze zarzucono także naruszenie zasady zdolności płatniczej – przez brak zróżnicowania kategorii noclegów – oraz błędy w kalkulacjach ekonomicznych, takie jak pominięcie dochodów z dotacji czy wliczenie ogólnych kosztów funkcjonowania urzędu gminy. Dodatkowo podnoszono, że obowiązek poboru opłaty przerzucono na same obiekty turystyczne.

Co orzekł sąd?

W wyroku, który poznaliśmy w poniedziałek, sąd wskazał, że choć ekopodatki mają szlachetny cel w postaci ochrony środowiska, to gminy dysponują ograniczoną władzą podatkową. W efekcie – jak w przypadku Mogán – dochodzi do wypaczenia pojęcia opłaty i ukrycia pod nią podatku o charakterze fiskalnym.

Sąd podzielił argumentację organizacji turystycznej, że przedmiot opłaty – czyli powód jej poboru – opiera się na sformułowaniach niejednoznacznych, nieprecyzyjnych, ogólnych i abstrakcyjnych. Mowa tu o takich pojęciach jak „działania wynikające z turystyki”, „projekty środowiskowe”, „gospodarka obiegu zamkniętego” czy „dziedzictwo historyczne”. Taka nieokreśloność – jak czytamy w uzasadnieniu – uniemożliwia mieszkańcom dokładne poznanie przesłanek, które decydują o obowiązku zapłaty, co stoi w sprzeczności z orzecznictwem wymagającym, by usługi finansowane z opłaty były zdefiniowane jasno, precyzyjnie i jednoznacznie.

Wyrok podkreśla, że opłata nie może przynosić więcej dochodów, niż wynosi koszt świadczonej usługi – to zasada równoważności. Wykorzystując opłatę jako „ogólne źródło finansowania” – rządzący nie zdołali udowodnić tej równowagi. Sąd zakwestionował również analizę ekonomiczną przedstawioną przez urząd gminy. Na przykład w kosztach uwzględniono pełną wartość wieloletnich inwestycji zamiast tylko rocznej amortyzacji. Ponadto zestawiono liczbę oficjalnych miejsc noclegowych z rzeczywistą liczbą osób nocujących, co wypaczyło końcowy wynik.

Kara i koszty oraz… przeprosiny sędziego

Wyrok, którego autorem jest sędzia Francisco José Gómez Cáceres, nakłada na gminę obowiązek pokrycia kosztów postępowania sądowego, do wysokości 3000 euro. Co ciekawe, w preambule wyroku sędzia przeprasza strony za opóźnienie w wydaniu orzeczenia. Gómez Cáceres przyznaje, że spóźnił się o miesiąc, ponieważ pierwszy projekt orzeczenia liczył 350 stron, co sam określa jako „prawdę, ale też absurd”. Ostatecznie udało mu się skrócić tekst do 39 stron.

„To nie to opóźnienie ani żadne inne, które popełniłem, jest powodem, dla którego przepraszam. Nie chcę też tymi słowami zniwelować skutków zwłoki, które przyjmę na siebie, jak przystało na człowieka honoru. Chcę tylko jeszcze raz wyrazić mój głęboki szacunek dla adresatów tych słów” – napisał sędzia.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link