swiadek jehowy gran canaria ujawnia sekrety

Były świadek Jehowy z Gran Canarii ujawnia mroczne sekrety organizacji

Opracowanie przy pomocy sztucznej inteligencji na podstawie informacji hiszpańskojęzycznych. Źródło pod artykułem.

Od grupy biblijnej do globalnego imperium

Charles Taze Russell, amerykański kaznodzieja, pod koniec 1870 roku założył w Stanach Zjednoczonych skromną grupę studiującą Biblię, której celem była analiza Pisma Świętego poza tradycyjnymi kościołami. Pół wieku później to małe zgrupowanie przekształciło się w organizację z ponad dziewięcioma milionami wyznawców, skupionych w niemal 120 tysięcy zborów w 240 krajach. Budżet sięga setek milionów dolarów rocznie, a majątek nieruchomości jest ogromny – to właśnie świadkowie Jehowy.

W ciągu ostatniego roku wielokrotnie znajdowali się w centrum uwagi mediów – nie ze względu na swoją religijną gorliwość, ale z powodu metod, które demaskują ich byli członkowie. Intymne przesłuchania w przebraniu kościelnych komitetów, kary dla dysydentów poprzez całkowity ostracyzm i podwójne życie liderów. To tylko niektóre fakty, które Narzalíes Romero, były świadek Jehowy z Gran Canarii, ujawnia, opowiadając o swoich przeżyciach w tej organizacji.

«Szczęśliwi na zawsze» – obrazek z asamblei na Gran Canarii

«Szczęśliwi na zawsze» – to hasło, wokół którego zbudowano ostatnią regionalną asambleę zgrupowania na Wyspach Kanaryjskich. W lipcu w hali Gran Canaria Arena spotkało się ponad 7 tysięcy wiernych z ponad 50 zborów istniejących na wyspach. Coraz więcej głosów krytycznych wobec organizacji twierdzi, że mimo haseł zachęcających do miłości bliźniego i radości życia, metody stosowane za tym parawanem wiary mają na celu sprawowanie kontroli nad wiernymi, często wbrew ich dobru. Szczególnie dotyczy to tych, którzy schodzą z wytyczonej ścieżki, wyznaczonej przez hierarchiczną strukturę, której celem jest zanegowanie własnego osądu.

W lutym tego roku platforma HBO Max wyemitowała serial dokumentalny „Sobrevivir al Paraíso: Más allá de los Testigos de Jehová”, który ujawnia ukryte zasady, nadużycia i kontrolę poprzez strach – wszystko opowiedziane słowami byłych członków w Hiszpanii. Dwa miesiące później prowincjonalny sąd w Madrycie orzekł, że określanie tej grupy mianem „destrukcyjnej sekty” jest zgodne z prawem, po pozwie złożonym przez Stowarzyszenie Ofiar Świadków Jehowy, które zarzucało naruszenie ich dobrego imienia. Na kilka dni przed regionalną asamblą na Gran Canarii dziennikarz David Jiménez na swoim kanale YouTube dał głos Abigail – kobiecie, której udało się opuścić grupę po 38 latach.

Trudne dzieciństwo i pierwszy kontakt

Narzalíes Romero nigdy nie miał wzorowego domu rodzinnego. Rozstanie rodziców w dzieciństwie i niestabilne, burzliwe życie matki sprawiły, że od bardzo młodego wieku musiał zaopiekować się rodzeństwem. „Moja matka zawsze prowadziła dość mętne życie i przez wiele dni zostawaliśmy sami – ja i moi bracia, których musiałem wychowywać” – relacjonuje. To trudne dzieciństwo zaowocowało brakami emocjonalnymi, które stały się żyznym gruntem, na którym później wyrosło jego werbowanie przez świadków Jehowy.

Wszystko zaczęło się w 2018 roku, gdy zaczął pracować w dobrze znanej restauracji na południu Gran Canarii. Impulsem do zbliżenia się do grupy był sam właściciel lokalu – młody mężczyzna, który pewnej niedzieli przyszedł do biznesu z rodziną. „Wszyscy byli bardzo elegancko ubrani, łącznie z dziećmi, w garniturach i krawatach” – wspomina. Narzalíes, w swojej niewiedzy, zapytał, czy wracają z jakiegoś firmowego spotkania. „Nie. Jesteśmy świadkami Jehowy” – odpowiedział szef.

Zaskoczenie Narzalíesa było ogromne i jednym ruchem zburzyło jego wyobrażenie o członkach grupy. „No co ty, przecież nie wyglądasz na świadka. Zawsze żartujemy” – powiedział Narzalíes do szefa. „Tak, ale świadkowie to normalni ludzie z ulicy” – odpowiedział. Ta iskra rozpaliła ciekawość młodego Kanaryjczyka, który zaczął zadawać pytania o trudne życiowe sprawy. Odpowiedzi zawsze miały dwa aspekty: dotyczyły Biblii i trafiały w sedno tego, co Narzalíes potrzebował usłyszeć.

Kurs biblijny i nowa „rodzina”

Tak mijały dni, pełne wątpliwości i pytań, aż ciekawość Narzalíesa sprawiła, że szef zaproponował: „Widzę, że masz wielkie pragnienie duchowe. Chciałbyś wziąć udział w kursie biblijnym?”. Młody mężczyzna zgodził się, nie wiedząc, że właśnie wkracza na ścieżkę, która zaprowadzi go do jednych z najgorszych doświadczeń w życiu.

Kurs prowadził jeden z liderów zboru, tak zwany starszy. W strukturze świadków Jehowy te postacie reprezentują najwyższą lokalną władzę. To stanowisko zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn, którzy nadzorują, prowadzą i podejmują wszystkie kluczowe decyzje dotyczące wewnętrznej dyscypliny i wydaleń. Wracając do 2018 roku – Narzalíes kontynuował lekcje biblijne ze starszym, aż ten uznał, że jest gotów na pierwsze oficjalne spotkanie.

Młody mężczyzna wspomina, że gdy pojawił się na pierwszym spotkaniu, wszyscy obecni zaczęli poświęcać mu całą swoją uwagę, wciągając go w wir miłości, sympatii i porozumienia, co całkowicie go rozbroiło: „Czułem, że w końcu znalazłem rodzinę, której nigdy nie miałem – zastrzyk adrenaliny, który dał mi poczucie, że jestem nie do zatrzymania” – wyjaśnia. Od tego momentu aż do chrztu coraz bardziej zagłębiał się w to środowisko. Uczęszczał na spotkania i kontynuował naukę, pragnąc stać się jednym z nich.

Wymuszona rozłąka i chrzest przed pandemią

Zanim oficjalnie został świadkiem Jehowy, stanął przed trudną decyzją: Narzalíes spotykał się z dziewczyną spoza grupy, co było zakazane, więc musiał zerwać związek z powodów religijnych. Tuż przed nadejściem Covid-19 odbył się jego chrzest i oficjalnie Narzalíes Romero został świadkiem Jehowy.

Przed tym momentem wydarzyła się pewna „przysługa”, która później zamieniła się w koszmar. Właściciel restauracji, w której pracował Narzalíes, wykorzystał zaufanie i rodzącą się duchową więź, prosząc go o poręczenie przy wynajmie BMW, które chciał podarować żonie na rocznicę. Młody mężczyzna zgodził się w dobrej wierze. Wkrótce Narzalíes uległ wypadkowi, w którym złamał żebra i musiał pójść na zwolnienie lekarskie. Szef wielokrotnie naciskał, by wrócił do pracy na święta Bożego Narodzenia ze względu na dużą liczbę firmowych kolacji, ale młody mężczyzna odmówił, powołując się na zasady biblijne, których się nauczył.

W obliczu odmowy szef wstrzymał należne mu wypłaty podczas zwolnienia, a gdy wrócił do pracy – zwolnił go. Ostateczny cios nadszedł w roku jego chrztu, gdy Narzalíes odebrał telefon od płaczącej matki z informacją o sądowym zawiadomieniu: właściciel restauracji przestał płacić raty za pojazd i zatrzymał go, co doprowadziło do wyroku sądu i nakazu zajęcia komorniczego wobec Narzalíesa na łączną kwotę 19 tysięcy euro.

Hipokryzja starszych zboru

Kiedy opowiedział o tym starszemu, który prowadził jego zajęcia, ten nakazał mu nie zgłaszać sprawy ani nie podejmować żadnych „teokratycznych” kroków, by „ułatwić spłatę”. W rzeczywistości starszy potajemnie remontował nowy dom, który biznesmen kupił za pieniądze z ukrytego spadku, czerpiąc z tego bezpośrednie korzyści. To był pierwszy dowód pewnej powszechnej tendencji, którą Narzalíes zaobserwował podczas swojego pobytu w grupie: podwójnego życia starszych.

O ile wobec wiernych są oni największymi orędownikami życia w wierze, odpowiedzialnymi za to, by ich owczarnia podążała właściwą ścieżką, spowiednikami i rozgrzeszycielami grzechów wiernych, o tyle wielu z nich za kulisami prowadzi życie zupełnie inne od tego, które narzucają pozostałym członkom doktryny. Ten sam starszy, który z nim studiował, oprócz udziału w oszustwie, miał zwyczaj cotygodniowego spotykania się w domu Narzalíesa, by się upijać – co jest surowo karane wśród świadków – i opowiadał mu o grzechach reszty zboru, co teoretycznie powinno pozostać tajemnicą. Zdradził na przykład, że inny lider został wydalony po odkryciu romansu z zamężną współwyznawczynią. Co więcej, ten sam człowiek wyznał mu podczas jednego ze spotkań, że aktywnie flirtuje z trenerką z siłowni, mimo że jest żonaty. Kluczowy moment nadszedł, gdy po pijanemu, wychodząc z miejsca spotkania, uderzył samochodem w rondo – incydent został całkowicie zatuszowany przez obecnych.

Miłość zakazana i upokarzający sąd teokratyczny

Narzalíes kontynuował swoją wędrówkę wśród świadków Jehowy przez kilka lat, żyjąc wśród duchowych braci, którzy stali się jego rodziną. Doszedł nawet do pracy w firmie prowadzonej przez świadka, gdzie zatrudnieni byli wyłącznie członkowie grupy. Jednak w 2023 roku wszystko się zawaliło, gdy poznał dziewczynę „ze świata” – czyli nie będącą świadkiem. Z miesiąca na miesiąc zakochiwał się w niej coraz bardziej, aż w końcu nawiązał z nią kontakt seksualny. Dręczony wyrzutami sumienia i naukami organizacji, która nakazuje wyznawcom wyznawać grzechy dla osiągnięcia wiecznego spokoju, wyznał to zaledwie 16 godzin później.

Ta spowiedź wywołała komitet sądowniczy – proces dyscyplinarny, podczas którego co najmniej trzech starszych zbiera się, by zdecydować o środkach. „To najgorsze, czego doświadczyłem w swoim chorym życiu” – wyznaje młody mężczyzna. Teokratyczny trybunał poddał go bardzo ciężkiemu przesłuchaniu trwającemu trzy i pół godziny, żądając skrajnie jawnych i perwersyjnych szczegółów z jego życia intymnego. „Gdzie wytryskałeś?” albo „O czym myślałeś, gdy ją penetrowałeś?” – to niektóre z pytań, które pamięta Narzalíes. Hipokryzja systemu wyszła na jaw w samych członkach trybunału: jeden z trzech starszych, który go osądzał, był jego kompanem od libacji, tym, który prowadził podwójne grzeszne życie i którego Narzalíes tuszował.

W końcu ogłoszono mu ostateczną decyzję: wydalenie z grupy. U świadków Jehowy, gdy członek zostaje wydalony, reszta zboru – przyjaciele, bliska rodzina, a nawet partnerzy – ma obowiązek praktykować całkowity ostracyzm: niezależnie od więzi, muszą odizolować grzesznika i zerwać z nim wszelkie kontakty. Przed oficjalnym ogłoszeniem w Sali Królestwa – gdzie odbywają się spotkania – Narzalíes pożegnał się z najbliższymi przyjaciółmi. W dniu publicznego ogłoszenia pocałował przyjaciół w głowę i opuścił salę, zanim wypowiedziano jego nazwisko. Pustka od tego dnia była całkowita.

„Przeżyłem to jak śmierć kogoś bliskiego. Czujesz żałobę. Od tego momentu przestałem istnieć dla ludzi: byłem jak wiatr, który czujesz, ale nie widzisz” – relacjonuje Kanaryjczyk. Po bardzo trudnych chwilach, stracie rodziny, którą miał przez pięć lat, Narzalíes zdołał ułożyć sobie życie na nowo u boku innej byłej świadkini. Gdy grupa dowiedziała się o tym związku, ujawnia młody mężczyzna, byli nękani aż trzy razy przez starszych z różnych zborów.

Nowe życie i walka z sektą

Dziś Narzalíes zajmuje się aktywizmem przeciwko organizacji, dając w mediach społecznościowych głos innym ofiarom jej i innych sekt. „Kiedy wychodzisz z grupy koercyjnej, uczysz się czegoś, czego się nie zapomina: prawda nigdy nie boi się pytań” – podsumowuje jako ostateczną lekcję.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link