Piekło na lotnisku Tenerife Sur
Nowy system kontroli dostępu autobusów na lotnisku Tenerife Sur wywołał prawdziwą burzę. Władze publiczne, przedsiębiorcy i przewoźnicy zgodnie krytykują rozwiązanie wprowadzone przez Aenę, które w ostatnich dniach doprowadziło do paraliżu, zwłaszcza w miniony weekend. Turyści czekali na transport ponad pół godziny w palącym słońcu, a na drogach wewnętrznych lotniska tworzyły się gigantyczne korki.
„Incydent” czy systemowy problem?
Aena, publiczno-prywatna spółka zarządzająca siecią hiszpańskich lotnisk, twierdzi, że to „incydent”. Przewoźnicy i stowarzyszenia branżowe są jednak innego zdania. Uważają, że nowy system jest „niedostatecznie zaplanowany”, a jego konsekwencje rujnują turystyczny wizerunek Teneryfy. Sednem sporu jest model dostępu wprowadzony przez Aenę w styczniu, nazwany przez branżę „drastyczną podwyżką opłat”.
System opiera się na szlabanach i kartach zbliżeniowych. Aena reguluje w ten sposób wjazd i wyjazd autokarów oraz innych pojazdów transportu dyskretnego, które muszą płacić za wjazd do strefy odbioru pasażerów. Przewoźnicy skarżą się, że każda usterka szlabanu czy zwykłe opóźnienie paraliżuje cały ruch, jak to miało miejsce w ten weekend, gdy pojazdy tkwiły w korku po pół godziny każdy.
Milimetrowe straty finansowe
Niezadowolenie sięga jednak znacznie dalej niż tylko korki. Firmy transportowe szacują, że każdy operator ponosi miesięczne straty w wysokości około 6 tysięcy euro z powodu nowego systemu. Dodatkowo, przewoźnicy donoszą o likwidacji miejsc parkingowych do załadunku i rozładunku oraz o „nieludzkich” warunkach oczekiwania – zmuszeni są spędzać przerwy na prowizorycznym placyku bez cienia, toalet i podstawowych udogodnień.
Sytuacja eskalowała do tego stopnia, że przewoźnicy grożą strajkiem, jeśli Aena nie wycofa się z nowych przepisów. Iskrą, która przelała czara goryczy, były nagrania z minionej soboty, opublikowane przez przewoźników. Widać na nich dziesiątki stojących pojazdów i trąbiących kierowców, próbujących wydostać się z terenu lotniska w Granadilla de Abona.
Manewr, który jeszcze przed 15 stycznia – kiedy zamontowano szlabany – zajmował kilka minut, teraz oznacza długie oczekiwanie i paraliż dróg. Dla władz turystycznych to kolejny dowód na „represyjną politykę Aeny wobec kanaryjskich lotnisk, która ma jedynie charakter fiskalny i nie idzie w parze z nowymi usługami czy poprawą istniejących”.
Apel o przywrócenie normalności
– To stały atak, brak odpowiednich inwestycji i kompletny brak koordynacji – komentuje Jorge Marichal, prezes Ashotel, stowarzyszenia hotelarzy. Prezydentka Cabildo Teneryfy, Rosa Dávila, w obliczu weekendowego paraliżu domaga się od Aeny natychmiastowego cofnięcia „jednostronnych, nieakceptowalnych ograniczeń”, które – jak utrzymuje – wprowadzono „bez uprzedniego studium mobilności”.
– Powodują one problemy operacyjne, opóźnienia i straty zarówno dla pasażerów, jak i operatorów transportu korzystających codziennie z tej infrastruktury – podkreśla Dávila, wzywając do „natychmiastowej korekty” i „przywrócenia normalności”. Wtóruje jej radna wyspy ds. mobilności, Eulalia García, która zażądała już spotkania z Aeną w celu omówienia problemu i jego wpływu na transport publiczny.
Do krytyki dołączył również Pablo Rodríguez, radca ds. mobilności rządu Wysp Kanaryjskich. Określił on sytuację na lotnisku jako „straszny” obraz chaosu, który nie może się powtórzyć. Zakwestionował także fiskalny charakter nowych opłat Aeny, argumentując, że trudno je uzasadnić w przypadku infrastruktury, która należy do najbardziej dochodowych w całej hiszpańskiej sieci. Przypomnijmy, że lotnisko Tenerife Sur obsłużyło w ubiegłym roku blisko 14 milionów pasażerów i wkrótce przejdzie modernizację wartą ponad 553 miliony euro.
Aena odpowiada: „To był błąd kierowcy”
W odpowiedzi na zarzuty Aena wyjaśnia, że weekendowy incydent miał charakter „punktowy” i „w żadnym momencie nie był spowodowany awarią techniczną systemu czy instalacji”. Według zarządcy, korek powstał, ponieważ „jeden autobus zamiast karty zbliżeniowej, która automatycznie otwiera szlaban, użył innej metody dostępu”. Aena dodaje, że „w ciągu dziewięciu minut kierowca załatwił formalności i wyjechał”.
Jednakże Federacja Przedsiębiorców Transportu Wysp Kanaryjskich (FET) uważa, że to nie był odosobniony przypadek. Jej sekretarz generalny, José Ángel Hernández, twierdzi, że „potwierdziły się najgorsze obawy branży” związane z wprowadzeniem szlabanów na terenach Aeny. Ostrzega, że „miało już miejsce kilka epizodów paraliżu drogowego”, spowodowanych „albo awarią systemu dostępu, albo koniecznością zatwierdzenia przez autobus wjazdu i wyjazdu z terenu”.
– Efektem jest paraliż ruchu na lotnisku Tenerife Sur, który dotyka już nie tylko autokarów turystycznych, ale także autobusów publicznych – mówi Hernández. – To niezwykle niepokojące ze względu na negatywne skutki dla mobilności na wyspie – dodaje. Przewoźnicy jednomyślnie odrzucają wersję Aeny i podkreślają, że problem nie jest odosobnionym przypadkiem, a powtarza się od samego początku wprowadzenia nowego systemu.
– Problem nie był i nie jest czymś sporadycznym – podsumowuje Francisco Reyes, kierowca i członek Kanaryjskiego Ruchu Związkowego.
Najświeższe wieści z Wysp Kanaryjskich
Codzienne newsy, alerty pogodowe i praktyczne informacje – prosto z wysp, po polsku. Mieszkamy tu i wiemy co się dzieje, zanim trafi do mediów. Wszystko publikujemy na naszym kanale WhatsApp – bez pośredników, bez algorytmu.

