Odszedł gigant komiksu
Do Marvela trafił za sprawą innego cudownego dziecka, Roya Thomasa, który zaufał mu i zlecił pierwsze prace przy takich tytułach jak „Ka-Zar”, „Daredevil” czy „Nieludzie”. Gerry Conway (Nowy Jork, 1952 – Thousand Oaks, 2026) stworzył postać Punishara – niezwykłego herosa-łotra, o wiele bardziej złożonego, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Był także współtwórcą Stwora (Man-Thing), marvelowskiej wersji Potwora z Bagien, z charakterystycznymi ognistymi właściwościami. Co prawda Stwór pojawił się nieco wcześniej, ale oba potwory łączyły wyraźne podobieństwa z wcześniejszym komiksowym stworzeniem – The Heap. To nie był jedyny wkład Conwaya w gatunek horroru.
Król grozy i niespodziewanych zwrotów
Conway pisał także przygody Wilkołaka rysowane przez Mike’a Plooga oraz pierwszy odcinek „Dráculi”, który włączył legendarnego hrabiego do uniwersum Marvela. Nie wychodząc z gatunku, dla wydawnictwa Warren napisał opowiadanie graficzne, które pięknie zilustrował Corben i które wielu z nas zapamięta: „Mól książkowy”. Artysta uczynił z tego historię wręcz antologiczną – z gigantycznym potworem, niesamowitą nocną sceną, w której morderca taszczy swoją ofiarę, i zbliżeniami na zlanego potem bibliotekarza. Arcydzieło.
Oczywiście, tym, co na zawsze zapadło w pamięć wszystkich fanów, była niespodziewana śmierć Gwen, blondynki będącej dziewczyną Spider-Mana. Sam Conway określił ją mianem „egzystencjalnej”. W innych przypadkach bohaterowie ginęli, podporządkowując się dramatycznej logice – by pokonać zło lub w akcie poświęcenia. Tym razem tak nie było. Złoczyńca zrzuca biedną dziewczynę z wysokości mostu, a heros łapie ją pajęczyną. SWIK! – tak brzmi sieć, chwytając Gwen za nogi. Spider-Man przytrzymuje ją i przenosi w bezpieczne miejsce… by odkryć, że nie żyje!
Trzask, który zmienił komiksy na zawsze
Trzeba cofnąć się o kilka kadrów, by dostrzec inny dźwięk, który uszedł naszej uwadze: TRZASK! Idealnie na wysokości szyi. Gdy Spider-Man ją złapał, bezwładność złamała jej kark. A przynajmniej tak to wyglądało. Wielu znienawidziło Conwaya. Ale wielu z nas poczuło wtedy, że superbohaterowie nagle stali się czymś poważnym, bardziej dorosłym. Przekonaliśmy się o tym ponownie w kolejnym odcinku, gdy Spider-Man stanął twarzą w twarz z Zielonym Goblinem, ale go nie zabił – powstrzymał się. Scenarzysta zaspokoił żądzę krwi swoich czytelników zwrotem akcji. Goblin, na swojej lotni – która w żargonie komiksowym zwana jest „goblin glider” – stracił nad nią kontrolę, a ta przebiła go na wylot, pozostawiając przebitego na ścianie w groteskowej mieszance krucyfiksu i motyla. Łotr w końcu doczekał się zasłużonej kary.
Między Marvelom a DC
Conway przeniósł się do DC, by później wrócić do Marvela i na bardzo krótki czas objąć stanowisko redaktora naczelnego. Szybko zastąpił go Archie Goodwin, co pozwoliło Conwayowi dalej pisać. W DC pracował przy wielu znanych postaciach i stworzył własne, jak Firestorm i Power Girl. Jest autorem scenariusza do pierwszego międzywydawniczego crossoveru – „Superman kontra Spider-Man” w formacie tabloidowym. W tym samym gigantycznym rozmiarze stworzył kilka współpracy z José Luisem Garcíą-Lópezem, które niedawno doczekały się wznowień w Hiszpanii. Wcześniej zetknął się z argentyńsko-hiszpańskim rysownikiem przy jednym z jego pierwszych zleceń w wydawnictwie: „Hercule Unbound” z tuszem Wally’ego Wooda.
Niedocenione arcydzieła lat 80.
Razem stworzyli dwie serie, które zapadają w pamięć: „Atari Force” oraz „Cinder & Ashe”. Obie zostały zaskakująco niedocenione, a przecież należą do tego, co najlepsze w latach 80. „Atari Force” to kosmiczne fantasy pełne niezapomnianych bohaterów. Porywająca saga, w której scenariusz Conwaya pozwala Garcíi-Lópezowi olśniewać nas swoją kreską, a czytelnik czerpie przyjemność z niezwykle wciągającej i pełnej niuansów lektury. Przez lata Conway pisał też scenariusze do seriali telewizyjnych, takich jak „Diagnoza morderstwo” i „Prawo i porządek”, a także do filmów – „Lód i ogień” oraz „Conan Niszczyciel”, obu z jego przyjacielem Thomasem.
Telewizyjny pazur w komiksowym wydaniu
To telewizyjno-filmowe doświadczenie widać w „Cinder & Ashe” – jego ton i sceneria nieustannie przywodzą na myśl serial. Nie umniejsza to jednak wartości żelaznego scenariusza, obsłużonego przez niesamowite rysunki Garcíi-Lópeza, będącego u szczytu możliwości. Sądzę, że jednym z powodów, dla których to dzieło było niedoceniane, jest sposób, w jaki Conway wykreował weterana z Wietnamu. Zamiast hippisa z traumą, jest to żołnierz wracający z wietnamską dziewczynką, której obiecał opiekę. Scenarzysta nie unika trudnych tematów, jak potencjalny romans między tą dwójką, który rozwiązuje w scenie równie eleganckiej, co zmysłowej. Dorosły i niezapomniany komiks. Spoczywaj w pokoju, Gerry.
Najświeższe wieści z Wysp Kanaryjskich
Codzienne newsy, alerty pogodowe i praktyczne informacje – prosto z wysp, po polsku. Mieszkamy tu i wiemy co się dzieje, zanim trafi do mediów. Wszystko publikujemy na naszym kanale WhatsApp – bez pośredników, bez algorytmu.


