kontrowersyjny jeep usa puerto de la cruz teneryfa

Kontrowersyjny jeep USA na molo w Puerto de la Cruz

Wojskowy jeep USA na turystycznym deptaku. „Babolenie przed imperium” w Puerto de la Cruz

Owszem, Stany Zjednoczone uratowały Europejczyków (i wielu Afrykańczyków oraz Azjatów) od domniemanego imperializmu niemieckiego, austro-węgierskiego i osmańskiego w I wojnie światowej, wchodząc do walki w kwietniu 1917 roku. Owszem, powtórzyły ten wyczyn w II wojnie światowej, choć tym razem także w obronie własnej po ataku Japonii w grudniu 1941 roku. Można by wymieniać wiele późniejszych sytuacji (z ich kontrowersjnymi interpretacjami i okrucieństwami), ale znacznie bardziej dyskusyjny jest już amerykański, czy też projankeski, prozelityzm, tak lubiany przez niektórych w tych stronach, którzy chcą być bardziej „wujaszkowi Samowi” niż jego własni siostrzeńcy urodzeni w samozwańczej Ziemi Umiłowanej przez Boga. Dobrym przykładem tej tendencji do „ślinienia się” przed imperium jest to, co od lat dzieje się w weekendy na molo w Puerto de la Cruz, turystycznym motorze północnej Teneryfy. Zjawisko to ma miejsce od lat, przy wszystkich rodzajach lokalnych władz.

Jeep z „USA” na zakazie parkowania. Czy ma specjalne pozwolenie?

Przez cały ten czas właściciel wojskowego, kabrioletowego jeepa, rzekomo z czasów II wojny światowej, popisuje się „amerykańską potęgą” i jej kluczową rolą w tym konflikcie. Robi to na wybrukowanym fragmencie terenu naprzeciwko plaży przy molo, gdzie parkowanie jest zabronione, z wyjątkiem zaopatrzenia lokalnych sklepów, barów i restauracji, co wymaga specjalnego zezwolenia. I robi to ku uciesze wielu oraz oburzeniu niemałej liczby osób. Zapytany przez naszą redakcję, policjant miejscowy wskazał, że pojazd posiada taką specjalną licencję na parkowanie w tej newralgicznej strefie, choć jeep nigdy jej nie wystawia. Obecny samorząd, na pytania „Canarias Ahora” w tej sprawie, poprosił naszą redakcję o „przesłanie zapytania na piśmie i przez rejestr”. Jednak niezależnie od tego, czy ma takie pozwolenie, czy nie, pewne jest, że wiele osób poddaje w wątpliwość samą zasadność wydawania go na taką wystawę. I kwestionują to od lat.

Hołd dla armii USA w nowym globalnym kontekście

Obecna obecność pojazdu, który składa hołd armii USA za jej, jak się przypuszcza, wkład w demokrację i wolność w latach 40. XX wieku, nabiera w dzisiejszych czasach zupełnie innego znaczenia. W dobie nowego cezara, który ogłosił się prezydentem Wenezueli po przeprowadzeniu zamachu stanu i porwaniu jej prawowitego prezydenta (nieważne, jak nielegalny by był i ile by sfałszował wyborów, co zresztą uczynił, i tak, jest dyktatorem, jak wielu innych na świecie). Magnat i autokrata, który grozi własnym europejskim sojusznikom z NATO Grenlandią, którą chce „ukraść, na dobre czy na złe”, albo który na swoje życzenie i pod różnymi pretekstami przeraża Meksyk, Kolumbię czy Kubę (tak, kolejną zardzewiałą i duszącą dyktaturę, ale bez ropy). Który bombarduje reżim Iranu (wojsk lądowych nie wysyła) lub wspólnie ze swoim wielkim sojusznikiem Netanjahu sprzyja izraelskiemu ludobójstwu w Palestynie, nie tylko od października 2023, ale od dziesięcioleci (on i inni jankescy prezydenci, oczywiście).

Molo jako scena dla militarystycznej symboliki

Oto, w tym globalnym kontekście, z dyktatorem, który bombarduje kraje jak Wenezuela, łamiąc własną konstytucję, bez zgody Kongresu; który wysyła straż graniczną, by popełniała okrutne morderstwa, jak niedawne zabójstwo 37-letniej poetki i matki trojga dzieci; który mobilizuje Gwardię Narodową przeciwko demokratycznym gubernatorom, którzy mówią mu „nie”; z tym cesarzem, który chce zawłaszczyć światową ropę (dla płaczących mu hołd koncernów naftowych lub własnych interesów) i który gardzi UE oraz jej błogosławionym Państwem Opiekuńczym (z perspektywy reszty planety) – z wyjątkiem tych skrajnie prawicowych i ultranacjonalistycznych partii jak Vox i cała jego rodzina (chociaż Le Pen stanowczo się mu sprzeciwiła w kwestii jego puczu w Caracas)… W tym wszystkim, prywatna osoba przywozi w weekendy wojskowego jeepa z wyraźnie zaznaczonym napisem „USA” do jednego z najważniejszych turystycznych zakątków Teneryfy. I robi to, oczywiście, dumnie i czując się w swoim prawie.

Jeep wśród atrakcji karnawałowych. Dlaczego budzi sprzeciw?

Tak, prawdą jest, że w tym samym miejscu wystawiane są też inne pojazdy karnawałowe, jak ten imitujący bohatera „Aut” (Zygzaka McQueena), rozklekotany legendarny wóz „Pogromców duchów”, różowy samochód Barbie i inne, choć znacznie rzadziej. Prawdą jest też, że turyści i wielu mieszkańców robi im zdjęcia i uwiecznia się przy tych imitacjach i jeepie (który rzekomo jest autentyczny). Jednak powody, by odrzucać taką przejaw militarystycznego ekshibicjonizmu na rzecz wielkiej potęgi, która teraz chce podporządkować sobie świat według woli niepohamowanego cezara, są silniejsze niż kiedykolwiek. Niezależnie od stanowiska jego właściciela i niedzielnych wielbicieli.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link