Miasta z palet obok luksusowych rezydencji
Dziesiątki slumsów zbudowanych z palet, płacht i innych materiałów budowlanych oraz naturalnych tworzy osadę zajmującą rozległy obszar tarasów, które niegdyś były uprawami. Niektóre są ogrodzone, ale płot nie ukryje samochodów, paneli fotowoltaicznych, beczek z wodą i przyczep kempingowych. Można tu znaleźć nawet kilka domów modułowych z werandą skierowaną w stronę morza. Wszędzie między działkami, pośród opuncji, wilczomleczy i pozostałości murów dawnych posiadłości, walają się sterty śmieci wypłowiałych od słońca. To największe nielegalne osiedle na południu Teneryfy, położone na wybrzeżu Adeje, między ulicą Idafe a drogą dojazdową do Puertito, tuż obok budowy luksusowej urbanizacji Cuna del Alma. I tak trwa od lat, nieustannie rosnąc, z blisko 500 mieszkańcami. Ale jest ich znacznie więcej w turystycznym sercu wyspy: jedni obok kolorowych apartamentowców, hoteli cztero- i pięciogwiazdkowych oraz willi z basenami, drudzy na terenach o wysokiej wartości ekologicznej: Camino de la Virgen, Llano Blanco, Lomo Negro, Los Vivitos, Los Migueles, Montaña de Guaza, La Mareta…
Samorządy wołają o pomoc: „Jesteśmy bezsilni”
Niepowstrzymana i niekontrolowana ekspansja tych enklaw, które pochłaniają ziemię naturalną i rolniczą, zmusza władze lokalne do desperackiego wołania o pomoc. Wyrażenia takie jak „jesteśmy przytłoczeni”, „przekroczono granice”, „nie dajemy już rady” czy „trzeba to wreszcie powstrzymać” powtarzają się wśród przedstawicieli najbardziej dotkniętych gmin. Burmistrzowie i radni z grup rządzących w Aronie, Adeje, Granadilli, San Miguel i Santiago del Teide domagają się pilnego wsparcia ze strony administracji wyspiarskiej, regionalnej i państwowej, aby powstrzymać rozkwit urbanistycznej samowoli, który stał się prawdziwą zmorą. „Albo się zadziała, albo będzie za późno” – zgadzają się wszyscy.
Burmistrz San Miguel de Abona, Arturo González, ostrzega, że brak środków w gminach oraz nagromadzenie nierozwiązanych spraw, zarówno na poziomie municypalnym, jak i wśród służb porządkowych, Agencji Ochrony Środowiska Naturalnego rządu Wysp Kanaryjskich i sądów, tworzy tak wąskie gardło, że „powstaje bardzo niepokojąca pożywka”. „Zagraża to ochronie środowiska i rozwojowi sektora rolniczego. I bardzo mnie to martwi, ponieważ to poczucie bezkarności generuje efekt naśladownictwa, który tylko pogłębia problem” – ta refleksja powtarza się wśród pozostałych ankietowanych przedstawicieli.
4 tysiące osób w wąwozach i jaskiniach
Około 4000 osób zajmuje nieużytki, wąwozy i jaskinie, stawiając namioty, przyczepy kempingowe i prowizoryczne konstrukcje w rozproszonych osadach na szerokim, 30-kilometrowym pasie wybrzeża i terenów środkowych południa wyspy, od Los Abrigos po La Caletę. Punkty ekspansji są już wykrywane nawet w Guía de Isora i Vilaflor. Burmistrzowie i radni wyjaśniają, że „większość to Europejczycy” szukający alternatywnego stylu życia, ale są też mieszkańcy, którzy zdecydowali się na zajęcie terenów, gdzie nie jest to dozwolone.
Radna ds. urbanistyki w Granadilli de Abona, María Candelaria Rodríguez, denuncjuje, że te nielegalne osiedla „niszczą środowisko, generują niepewność i wywołują ciągłe skargi sąsiedzkie”. „Urządzają imprezy, powodują uciążliwości, a nawet wykryliśmy handel działkami i prowadzenie biznesów” – alarmuje. Granadilla zorganizowała ostatnio kilka akcji porządkowych, przy użyciu środków gminnych i we współpracy ze służbami porządkowymi, podczas których zebrano tony odpadów, „ale w momencie, gdy wracaliśmy, oni już tam byli lub przenieśli się w inne, pobliskie miejsce” – precyzuje radna, przyznając, że nie odważa się zbliżać do niektórych z najbardziej konfliktowych punktów, jak okolice jaskini Świętego Brata Piotra, miejsca pielgrzymek religijnych.
Kryzys mieszkaniowy to nie jedyna przyczyna
Radny ds. prezydencji i planowania przestrzennego w Adeje, Manuel Luis Méndez, mówi, że kryzys mieszkaniowy jest „niepodważalny”. Opcji wynajmu jest niewiele, nie buduje się też mieszkań komunalnych, a te nieliczne oferty na rynku mają zawyżone ceny. W samym Adeje czy sąsiedniej Aronie nie ma wynajmów poniżej 750 euro miesięcznie, a pokój w mieszkaniu współdzielonym poszybował w górę, przekraczając średnio 400 euro. Méndez nie uważa jednak, że główną przyczyną rozprzestrzeniania się tych osad jest kryzys mieszkaniowy czy niskie pensje. „W przypadku Puertito, gdzie w ostatnim spisie z 2024 roku wykryliśmy 168 slumsów zajmujących w sposób nielegalny ziemię prywatną, Caritas zlokalizowało osiem rodzin w sytuacji zagrożenia”. Reszta nie otrzymała takiej klasyfikacji. Według Méndeza byli nawet tacy, którzy założyli tam swoje „drugie domy”.
„Gminy są całkowicie przytłoczone, Agencja Ochrony Środowiska Naturalnego ma przepełnione terminy, wymiar sprawiedliwości jest bardzo powolny, służby porządkowe współpracują, ale nie mają wystarczającej liczby funkcjonariuszy…”. Członek rządu w Adeje maluj bardzo niepokojący scenariusz, który „pogłębia się”. A tymczasem rozprzestrzenia się inny rodzaj zajmowania terenu: właściciele gruntów rolnych dzielą ziemię na działki i sprzedają je, aby osiedlały się tam rodziny, które wcześniej kupiły domy modułowe, dostępne za mniej niż 15 000 euro. „Korzystają z przekonania, że można tam instalować tego typu zabudowania, podczas gdy w rzeczywistości tak nie jest”. Władze Adeje właśnie skierowały do prokuratury sprawę właściciela działki rolnej, który podzielił grunt, wystawił na sprzedaż w partiach i omijał zabezpieczenia mające uniemożliwić stawianie takich domów kontenerowych, co jest praktyką niedozwoloną.
Sytuacja w Aronie najtrudniejsza
Podobne przypadki wykrywane są w Santiago del Teide. Ujawnia to burmistrz, Emilio Navarro: „Otworzyliśmy dziesiątki spraw dotyczących nielegalnych domów i liczba ta nie przestaje rosnąć. Staramy się działać szybko, bo jeśli nie wyegzekwujemy dyscypliny i praw, dojdzie do momentu, gdy sytuacja całkowicie wymknie się spod kontroli i powstanie poczucie krzywdy w stosunku do tych, którzy przestrzegają przepisów, a jest ich większość. Problem w tym, że potrzebujemy wsparcia innych administracji, ponieważ brakuje nam środków i nie nadążamy”.
Adeje ma największe osiedle. I to tam miał miejsce jedyny przypadek, gdy po masowym eksmisji ciągłość kontroli pozwoliła uniknąć nowych prób zajęcia terenu. W lipcu 2020 roku akcja kierowana przez Radę Wyspy położyła kres wieloletniemu squatterskiemu zajęciu plaży Diego Hernández w La Calecie i oczyszczono teren o wysokim poziomie ochrony.
Arona jest w jeszcze gorszej sytuacji. W tej miejscowości, piątej pod względem liczby mieszkańców na Wyspach (ponad 100 000) i jednej z najczęściej odwiedzanych, szacuje się, że około 2000 osób żyje nielegalnie na ziemi prywatnej i publicznej. Tylko w Lomo Negro jest około 450 nielegalnych domów. Te konstrukcje powstają od ponad dekady na chronionych gruntach rolnych, łamiąc obowiązujące prawo. Tak też uważa wymiar sprawiedliwości, który już nakazał rozbiórki. Mieszkańcy przyjęli wszelkiego rodzaju środki, aby uniknąć eksmisji. Zrzeszeni w stowarzyszeniu od lat domagają się wyjścia z sytuacji, które pozwoliłoby im tam pozostać, w formie moratorium, amnestii lub zmiany planu zagospodarowania w celu zalegalizowania ich domów. Wielu z nich twierdzi, że nie mają alternatywy mieszkaniowej.
Postępowanie sądowe, które doprowadziło do spraw o przywrócenie pierwotnego stanu terenu, wszczęto na wniosek Kanaryjskiej Agencji Ochrony Środowiska Naturalnego. Burmistrzyni, Fátima Lemes, oświadczyła w radiu SER, że Lomo Negro to „kruchy teren o ochronie rolniczej”, gdzie nie można budować domu. „Zniszczono dziewiczy teren” – dodała. W nieregularnej sytuacji znajdują się także inne osady w Aronie, takie jak Los Vivitos, Los Migueles, Túnez, Montaña de Guaza, a nawet w niektórych punktach samego centrum Arony.
Spotkania, obietnice, brak rozwiązań
W maju 2025 roku sam urząd miasta w Aronie zwołał spotkanie z przedstawicielami rządu kanaryjskiego, Rady Wyspy i służb porządkowych. Celem, jak zapewniała burmistrzyni, było „położenie podwalin pod wspólny protokół, który zagwarantuje skoordynowane i zgodne z prawem zarządzanie terenem”. Zaledwie dwa miesiące później włodarze Arony, Adeje, Arico, Fasnii, Granadilli, Guía de Isora, San Miguel, Santiago del Teide i Vilaflor spotkali się na południowym szczycie, na którym również domagali się pilnego rozwiązania tego problemu. Minęło osiem miesięcy, protokołu nie ma i nie widać rozwiązań.
Ekstremalna powolność nadal charakteryzuje rozwój postępowań administracyjnych i sądowych, kryzys mieszkaniowy pogarsza się, a liczba mieszkańców tych nielegalnych kolonii wciąż rośnie, zagrażając zarządzaniu i tak już mocno obciążonym terytorium.

