ucieczka pielegniarek z wysp kanaryjskich

Młodzi pielęgniarze uciekają z Wysp Kanaryjskich. „Jesteśmy marionetkami systemu”

Młodzi specjaliści uciekają z wysp

„Tutaj nasz zawód nie jest doceniany, a w Szwajcarii mogę oszczędzać i mieć stabilizację” – mówi Mario Villalba, 24-letni pielęgniarz pracujący w Szpitalu Uniwersyteckim Nuestra Señora de La Candelaria na Teneryfie. Mimo że ma pracę na Wyspach Kanaryjskich, już rozważa emigrację do kraju, który zaoferuje mu lepsze perspektywy zawodowe. I nie jest w tym odosobniony.

Z najnowszych danych Krajowej Rady Pielęgniarstwa (CGE) wynika, że w ubiegłym roku w całej Hiszpanii aż 1356 profesjonalistów wnioskowało o Certyfikat Dobrej Postawy – dokument niezbędny do wykonywania zawodu pielęgniarza za granicą. To wzrost o blisko 20% w porównaniu z rokiem 2025.

szlaki na teneryfie przystanek rodzinka banner v1

Wskaźnik wydawania tych certyfikatów na Wyspach Kanaryjskich jest wyższy od średniej krajowej, co plasuje archipelag na piątym miejscu wśród hiszpańskich regionów z największym odpływem pielęgniarek. Oznacza to, że co najmniej 108 profesjonalistów pracujących na wyspach zrobiło pierwszy krok w kierunku emigracji – podobnie jak Villalba.

Ulubione kierunki: Norwegia, USA, Szwajcaria i Irlandia

Według CGE, wśród najchętniej wybieranych miejsc znajdują się Norwegia, Stany Zjednoczone, Szwajcaria i Irlandia. Villalba rozważał wyjazd jeszcze przed ukończeniem studiów. „Dla hiszpańskich pielęgniarzy to normalne, że biorą pod uwagę emigrację do krajów takich jak Norwegia – tam są lepsze warunki pracy i większe możliwości oszczędzania” – wspomina. Zaznacza jednak, że te korzyści zależą też od osobistych preferencji. „Faktem jest, że zarabiasz więcej i dostajesz mieszkanie na czas pobytu, ale klimat jest tam bardzo ekstremalny – zimą jest bardzo mało światła dziennego, a latem bardzo dużo” – dodaje.

Choć Villalba jeszcze nie wsiadł do samolotu, już rozpoczął pierwsze formalności, by rozpocząć nowe życie w Szwajcarii. Jego zdaniem Hiszpania nie docenia pielęgniarstwa tak, jak robią to inne kraje. „Jesteśmy marionetkami w rękach publicznego systemu, który zatrudnia nas tylko wtedy, gdy nas potrzebuje” – oskarża.

Prekarne umowy i niemożność specjalizacji

Jednym z powodów, które skłoniły go do podjęcia tej decyzji, jest niepewność zatrudnienia. „Miałem umowy na jeden dzień, a do tego nie możesz ich odrzucić, bo zostajesz ukarany. To bardzo nieodpowiedzialne, bo nie każdy ma kompetencje, żeby pracować w konkretnej dziedzinie, na przykład na neonatologicznym OIOM-ie. Traktują nas jak zwykłych 'generalistów’” – tłumaczy. Mimo że przyznaje, iż zarobki na Wyspach Kanaryjskich „nie są najgorsze”, a system zmianowy też należy do lepszych, to perspektywy, jakie daje Szwajcaria, przeważają. „Tam dostajemy stałe umowy, które pozwalają nam więcej zaoszczędzić, i mamy znacznie mniej pacjentów pod opieką, co też daje dużą ulgę” – precyzuje.

Jego plan to wyjazd tymczasowy. „Wrócę do Hiszpanii i myślę, że większość emigrantów robi to samo – spędza kilka lat za granicą, by zdobyć doświadczenie i odłożyć dużo pieniędzy, bo tutaj jako początkujący nie masz dobrych warunków” – mówi. Nie ma jednak wątpliwości, że wraca ze względu na jakość życia w kraju, a nie warunki wykonywania zawodu.

„Miałam pod opieką 200 pacjentów. To zabijało moją miłość do zawodu”

Podobną historię ma Rosario Gómez, pielęgniarka z Teneryfy, która pracowała w Szpitalu San Juan de Dios. Gdy zdobywała pierwsze doświadczenia zawodowe, postanowiła wyjechać za granicę. „W pewnym domu opieki miałam nawet 200 pacjentów pod swoją opieką. Wtedy zrozumiałam, że jeśli tak dalej pójdzie, znienawidzę swoją pracę” – wspomina. Lęk towarzyszył jej na co dzień, dopóki nie trafiła na agencję specjalizującą się w migracji pracowników służby zdrowia. „W końcu dobrze ci to sprzedają, więc zdecydowałam się na Norwegię. Zaczęłam pracę w innym domu opieki, gdzie wiele się nauczyłam” – przyznaje.

Po pewnym czasie udało jej się przenieść do szpitala. „Na oddziale pracowało nas 12 pielęgniarek, a każda z nas miała pod opieką trzech pacjentów. To pozwalało mi na bardzo spersonalizowaną opiekę” – opowiada. Kolejnym plusem była pensja. „Nie chodziło tylko o mniejszą liczbę pacjentów na pielęgniarkę, ale warunki pracy były lepsze i zarabiałam znacznie więcej” – podkreśla. Przyznaje, że norweska zima była „surowa” i ostatecznie wróciła na Wyspy, by zrobić studia podyplomowe. „Postanowiłam zostać, bo podoba mi się styl życia na Wyspach Kanaryjskich, ale w zeszłym roku znów pojechałam do Norwegii, żeby zaoszczędzić i nie wykluczam, że zrobię to ponownie” – dodaje.

Biurokracja w domu, swoboda za granicą

Jak mówi, wyjazd na jakiś czas i wykonywanie tam zawodu jest bardzo łatwe. „Nie stawiają ci żadnych przeszkód, a potem wracasz tutaj i czekają cię biurokratyczne formalności i kary. Dlatego pracuję w prywatnej służbie zdrowia – zarabiam mniej, ale mam stabilizację” – zaznacza. Dla Rosario Gómez wyjazd do Norwegii był jedną z „najlepszych decyzji w życiu”. „Tutaj jesteśmy źle traktowani, a system miał mi odebrać powołanie. Chcesz dobrze zaopiekować się pacjentem, ale to niemożliwe, bo nie masz czasu nawet pójść do toalety” – dodaje.

To nie są odosobnione decyzje – to efekt systemu

Zdaniem Juana Trenzado, rzecznika związku zawodowego pielęgniarek Satse na Wyspach Kanaryjskich, te dane nie są wynikiem pojedynczych decyzji. „Te liczby to konsekwencje braku planowania w ochronie zdrowia, o którym mówimy od dawna” – wskazuje. Jego zdaniem to właśnie to, o czym mówią młodzi – prekaryzacja, nadmiar umów tymczasowych, przeciążenie opieką, niemożność pogodzenia życia zawodowego z prywatnym oraz wypalenie fizyczne i emocjonalne – popycha większość specjalistów do opuszczenia archipelagu. „Ten trend rośnie wykładniczo w ostatnich latach i to właśnie poczucie niesprawiedliwości zmusza ich do rzucenia miejsca pracy, a nawet całego zawodu” – dodaje.

Satse szacuje, że około 40% kanaryjskich pielęgniarek rozważa całkowite odejście z zawodu. „Obie sytuacje wynikają z tych samych powodów” – wyjaśnia Trenzado.

Zgadza się też z Villalbą i Gómez, że na archipelagu brakuje możliwości rozwoju zawodowego. „Pielęgniarka specjalistka spędza sześć lat na nauce – cztery lata studiów i dwa lata specjalizacji – a potem nie ma wystarczającej liczby miejsc, by mogła rozwijać swoją karierę” – mówi. I dodaje: „Mieć specjalizację w praktyce jest jak nie mieć nic”.

Krająca się spirala strat

Poza przyczynami i warunkami pracy, Trenzado przypomina, że odpływ pielęgniarek to nie tylko utrata talentów. „Każda pielęgniarka, która wyjeżdża, to strata dla inwestycji publicznej. Hiszpania zapłaciła za ich kształcenie, a ostatecznie korzyści z tego czerpie inny kraj” – komentuje. Przyznaje, że nowy Statut Ramowy może pomóc rozwiązać część tych problemów, ale jego skuteczność będzie w dużej mierze zależeć od decyzji polityków. „Gdy zrozumieją, że zatrzymanie talentów i dbanie o własnych pracowników jest absolutnym priorytetem, sytuacja się poprawi” – podsumowuje.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link