kryzys mieszkaniowy teneryfa bezdomnosc 2026

Kryzys mieszkaniowy na Teneryfie: ponad 2,8 tys. osób w sytuacji skrajnego wykluczenia

Ponad 2,8 tysiąca osób bez dachu nad głową

Praca nie gwarantuje już godnego mieszkania. Kryzys mieszkaniowy na Teneryfie przybiera na sile, a zjawisko bezdomności dotknęło już około 2 853 osób. To ludzie, którzy starają się przetrwać, korzystając z doraźnych noclegowni, przerobionych pojazdów, prowizorycznych szałasów, a nawet śpiąc pod gołym niebem. Tak wynika z raportu dotyczącego skrajnego wykluczenia mieszkaniowego, przygotowanego przez Caritas Diecezjalną Teneryfy we współpracy z Wydziałem ds. Polityki Społecznej, Integracji, Wolontariatu i Partycypacji Obywatelskiej Cabildo Teneryfy.

Życie na ulicy dotyka coraz więcej osób

Raport ostrzega, że problem nie dotyczy już wyłącznie osób długotrwale przebywających na ulicy. Sięga również po tych, którzy jeszcze niedawno wiedli względnie ustabilizowane życie, a ich sytuacja zmieniła się nagle i niespodziewanie. Mimo to, zdecydowana większość wciąż śpi na dworze. Aż 47,7% badanych spędza większość czasu w przestrzeniach publicznych i na otwartej przestrzeni. W najlepszym razie mają możliwość przenocowania w schronisku lub noclegowni.

szlaki na teneryfie przystanek rodzinka banner v1

Co czwarta osoba mieszka w szałasie lub garażu

Kolejną grupę stanowią osoby zamieszkujące tymczasowe lub niekonwencjonalne struktury, lokale niespełniające standardów mieszkalnych lub znajdujące się w skrajnym przeludnieniu. Co czwarta osoba dotknięta skrajnym wykluczeniem mieszkaniowym (25,5%) mieszka w szałasach, garażach, namiotach, przyczepach kempingowych, samochodach, niedokończonych budowach lub komórkach na narzędzia. To rozwiązania, które nie spełniają podstawowych warunków do zamieszkania.

– Chociaż ogólne liczby utrzymują się na podobnym poziomie co w zeszłym roku, dzięki zdolności do interwencji i wykrywania przypadków przez organizacje, wiemy i jesteśmy świadomi, że na wyspie pojawiają się nowe zjawiska związane z nieformalnymi osiedlami – powiedział dziś rano José Antonio Díez, specjalista ds. mieszkalnictwa i integracji społecznej w Caritas oraz koordynator badania, podczas prezentacji dokumentu.

– Dotarcie do tych miejsc jest znacznie trudniejsze niż w przypadku osoby śpiącej na ulicy, ponieważ choć są to nieodpowiednie infrastruktury, ludzie ci postrzegają je jako swoje domy i są one zamknięte – wyjaśnił. W tym kontekście interwencja przypomina tę prowadzoną w przypadku budynku mieszkalnego. – Wymaga więcej czasu i innej metodologii pracy – dodał.

Coraz więcej osób mieszka w camperach i autach

W ostatnich latach Díez i jego zespół zauważyli, że coraz więcej osób decyduje się na zamieszkanie w przyczepach kempingowych lub przerobionych pojazdach. Ekspert ostrzega jednak, że w tym kontekście należy rozróżnić dwie grupy. – Istnieją osiedla związane z pojazdami, ponieważ są to ludzie, którzy nie mają innej alternatywy i bez pomocy nie są w stanie wyrwać się z tego wykluczenia – wyjaśnił.

– Są jednak również osoby, które wobec problemów z dostępem do mieszkań decydują się na zakup przyczepy kempingowej lub campera, woląc płacić ratę za pojazd niż czynsz, mimo że mają stałe dochody i ich sytuacja nie wiąże się ze szczególną wrażliwością społeczną – dodał. Díez zdaje sobie sprawę, że jest to poważny problem społeczny, którego nie należy bagatelizować. Jednak na razie nie są to osoby wymagające pomocy służb społecznych.

– Jeśli jednak taka sytuacja utrzyma się dłużej i stanie się przewlekła z powodu braku alternatyw, w średniej lub długiej perspektywie może również doprowadzić do skrajnego wykluczenia mieszkaniowego – ostrzega ekspert. Różnica między tymi dwoma profilami nie polega wyłącznie na braku dachu nad głową. – Musimy zrozumieć, że ci ludzie nie tylko cierpią z powodu braku godnego mieszkania, ale także napotykają ogromne trudności w dostępie do innych praw, czy to z powodu barier strukturalnych, czy też z powodu słabości systemu zabezpieczenia społecznego – podkreślił Díez.

Prawie 15% uzależnionych od pomocy instytucji

Wśród ponad 2,8 tysiąca osób, które znalazły się w trudnej sytuacji, są również tacy, którzy, choć nie śpią na ulicy, nie mają własnego mieszkania. Blisko 15% całej grupy należy do tej kategorii i jest uzależnionych od noclegowni oferowanych przez administrację publiczną, aby skorzystać z tego podstawowego prawa. Chodzi tu zarówno o kobiety, które padły ofiarą przemocy domowej i przebywają w specjalistycznych ośrodkach, jak i o migrantów ubiegających się o azyl, którzy w oczekiwaniu na decyzję mieszkają tymczasowo w specjalnych placówkach. Kolejne 11,9% znajduje się w niepewnej sytuacji mieszkaniowej z powodu trudności z opłaceniem czynszu, groźby eksmisji lub zagrożenia ze strony partnera czy członka rodziny.

Strefa metropolitalna i kurorty na czele

Raport ujawnia, że brak sieci wsparcia, problemy zdrowotne oraz bariery ekonomiczne, administracyjne i mieszkaniowe są głównymi przyczynami, dla których ponad 2,8 tysiąca osób znalazło się w sytuacji bezdomności na Teneryfie. Większość z nich koncentruje się w obszarze metropolitalnym. Samo miasto Santa Cruz de Tenerife skupia ponad jedną trzecią wszystkich przypadków – około 998 osób. Razem z San Cristóbal de La Laguna (357 osób) stanowią one blisko połowę wszystkich przypadków (47,5%).

Po strefie metropolitalnej, pod względem częstości występowania problemu, plasują się główne destynacje turystyczne na południu wyspy: Arona, Adeje oraz Granadilla de Abona. Wraz z Puerto de la Cruz, te sześć gmin tworzy obszary o największym zagęszczeniu wykrytych przypadków bezdomności.

Bezdomni to nasi sąsiedzi, nie przyjezdni

Dyrektor Caritas Diecezjalnej Teneryfy, Juan Rognoni, zwrócił uwagę, że dane te obalają niektóre „głęboko zakorzenione” stereotypy. – Większość osób dotkniętych bezdomnością nie jest tu przejazdem, ale mieszka w tych gminach od lat i są naszymi sąsiadami – wyjaśnił. W tym kontekście, z ogólnej liczby osób, prawie 700 mieszka w tym samym rejonie od 1 do 3 lat, około 387 od 5 do 10 lat, a około 514 osób – 11 lat i dłużej.

Alarmujący stan zdrowia psychicznego

Rognoni zwrócił szczególną uwagę na kwestię zdrowia psychicznego. Jego zdaniem jest to jeden z najbardziej alarmujących aspektów raportu. – Mówimy o ludziach żyjących w warunkach ogromnej wrażliwości emocjonalnej i psychicznej, często bez odpowiedniego wsparcia i ciągłości opieki – sprecyzował. Dodał, że gdy 28% z nich cierpi na poważne zaburzenia psychiczne, depresję lub chroniczny lęk, nie można już mówić wyłącznie o problemie społecznym czy mieszkaniowym. – To już kwestia zagrożenia zdrowia publicznego – podkreślił.

Podczas wystąpienia prezes Caritas Diecezjalnej Teneryfy opowiedział się za koniecznością zwiększenia dostępnych zasobów mieszkaniowych, ułatwienia dostępu do wynajmu oraz zapewnienia niezbędnych mechanizmów prewencyjnych, aby zapobiec sytuacji, w której „coraz więcej osób trafi na ulicę, z której potem nie będą mogły wyjść”. Za kluczowe uznał również dążenie do kompleksowych i skoordynowanych rozwiązań oraz przyspieszenie procedur meldunkowych.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link