piec lat po wulkanie tajogaite la palma

Pięć lat po wybuchu wulkanu na La Palmie. „Nie proście nas o siłę”

Opracowanie przy pomocy sztucznej inteligencji na podstawie informacji hiszpańskojęzycznych. Źródło pod artykułem.

Wulkan był jak wróg, którego nie mogliśmy pokonać. Wróg, który miał się zatrzymać albo wycofać, kiedy sam tego chciał – nie wtedy, gdy my chcieliśmy. To była wojna, którą mieliśmy przegrać.

szlaki na teneryfie przystanek rodzinka banner v1

Tak myślał Marcelino Rodríguez przez te trzy pełne udręki miesiące, gdy wulkan Tajogaite nie przestawał wypluwać lawy, grzebiąc wszystkie wspomnienia jego życia oraz życia przyjaciół, rodziny i innych mieszkańców Valle de Aridane na La Palmie. Jego dzielnica La Laguna została przecięta na pół. Zapewnia, że w tamtych dniach nie było czasu na myślenie. W sobotę 19 września mija pięć lat od tej katastrofy naturalnej.

Dom ocalał, ale koszmar dopiero się zaczynał

– Myślałeś tylko, że następny będziesz ty – wspomina Marcelino. Lawa ostatecznie zatrzymała się metr od jego domu, ale nie raz myślał, że lepiej byłoby, gdyby go zabrała. Prawdziwa droga przez mękę zaczęła się później: gdy stanął twarzą w twarz z pustynnym krajobrazem, z dzielnicą, która nie była już taka sama, z wulkanem, który wciąż im zagrażał. Z powrotem do domu, do którego nie dało się wejść głównymi drzwiami, i z miesiącami wytrzymywania z maszynami budowlanymi, które wciąż kopały.

– Bo kiedy wulkan się zatrzymał, mieliśmy tutaj drugi wulkan – nieustannie pracujące maszyny. To było normalne i nie protestowaliśmy, bo trzeba było otwierać drogi, ale to wszystko trochę cię osłabia – opowiada.

Ludzie, którzy nie chcą już wracać

Wulkan pozostawił po sobie mnóstwo historii. Marcelino jest prezesem stowarzyszenia mieszkańców La Laguna i wskazuje, że są osoby, które nie wróciły do dzielnicy, i tacy, którzy już nie chcą wracać. Jego zdaniem jednym z wyzwań jest ułatwienie powrotu tym, którzy tego pragną, choć psychologicznie była to bardzo silna trauma. – Są osoby, które do dziś nie potrafią stanąć twarzą w twarz z wulkanem, bo to jest zbyt trudne.

O odbudowie mówi, że postępuje powoli, ale nie da się budować w jeden dzień. – Musimy żyć z tym, co mamy. Widzisz, że coś się rusza, a kto mówi, że się nie rusza, ten kłamie. My, którzy tu jesteśmy, wolelibyśmy, żeby było szybciej, ale jest, jak jest – podkreśla.

Priorytetem było życie ludzkie

Gdy wulkan wybuchł, priorytetem było to, by nie było ofiar śmiertelnych. Ale mieszkańcy La Palmy zasypiali każdego dnia z niepewnością, nie wiedząc, co stanie się z wszystkim, o co walczyli: domami, gospodarstwami, firmami.

– Straciłam cały dorobek 25 lat – mówi Fátima Ramos z platformy poszkodowanych przez wulkan. Mieszkała w dzielnicy Todoque, bardzo blisko szkoły, i straciła wszystko, co miała: swój dom. Zamieszkała u teściów i tam wciąż mieszka, ale uważa, że jednym z najważniejszych wyzwań stojących przed administracją jest kwestia mieszkaniowa.

Rząd centralny przyznał szereg dopłat za szkody w budynkach mieszkalnych, w kwotach do 60 480 euro zgodnie z dekretem z 2021 roku, choć później rząd centralny i Cabildo uzgodnili rozszerzenie pomocy do 100 000 euro, z dodatkowymi wkładami po 30 000 euro. Do tego dochodzi nowa figura stworzona przez rząd Wysp Kanaryjskich – rekompensata za wartość majątkową, na którą również przeznaczane są środki z budżetu państwa.

– Mieszkalnictwo to główne wyzwanie, zwłaszcza że wiele osób, choć otrzymało rekompensatę pieniężną za wartość utraconego mienia, oprócz pomocy od rządu centralnego i Wysp Kanaryjskich, to wielu nie stać na kupno mieszkania, na kupno działki i wybudowanie domu – zapewnia Fátima Ramos. Ceny w ostatnich latach wzrosły zarówno gruntów, jak i nieruchomości, co jeszcze bardziej komplikuje odbudowę życia mieszkańców Valle de Aridane.

Wciąż w prowizorce

– Wciąż są domy kontenerowe, wciąż są domy drewniane, a ludzie wciąż żyją w sytuacji tymczasowości – ubolewa Fátima, dodając, że choć droga się otwiera, wiele jeszcze zostało do zrobienia. Na La Palmie są tacy, którzy kupili działki i domy modułowe, tacy, którzy wciąż budują swój dom i musieli pójść do banku, tacy, którzy czekają na mieszkanie z ochrony socjalnej, i tacy, którzy wynajmują po szeroko zawyżonych stawkach. Przypadków jest wiele.

Fátima wskazuje, że gdy w obliczu katastrofy, jaka dotknęła La Palmę, umożliwiono elastyczne budowanie na gruntach rolnych, cena takich gruntów gwałtownie wzrosła. Dodaje jednak, że niektórzy zaczęli budować swoje domy i się przystosowali. – Zostaliśmy zmuszeni do życia w inny sposób – mówi Fátima, przypominając, że są osoby, które żyły z domem i ogródkiem, swoimi kwiatami, zwierzętami… a teraz mieszkają w mieszkaniu albo w miejscach tymczasowych.

Poszkodowani dodają, że niektórzy czekają na mieszkanie z ochrony socjalnej jako alternatywę i wyczekują lokali, które są na ukończeniu w Los Llanos de Aridane – 55 mieszkań ma być oddanych pod koniec roku – ale buduje się także w El Paso i Tazacorte. – Tu chodzi o to, żeby się nie zatrzymywać i żeby administracja nadal nas w tym wspierała – nalega Fátima Ramos.

Blizny, które zostaną na zawsze

Poszkodowani podkreślają, że pozostało wiele blizn psychicznych i dopiero teraz wszystko zaczyna wychodzić na wierzch. – Blizny psychiczne będziemy nosić ze sobą, myślę, że zawsze, nawet gdy zobaczą nas uśmiechniętych, nawet gdy zobaczą nas na jakiejś zabawie – mówi Fátima. Zgadzają się także, że dla dziecka to nie to samo co dla osób starszych, które straciły swoje dzielnice z całego życia, miejsca, gdzie się spotykały.

– Pamiętasz to i tamto? – pytają siebie, gdy spotkają się na ulicy, bo to kolejna konsekwencja: sąsiedztwa, które zostały rozproszone. Fátima jest szczególnie dumna z ustawy o wulkanach, która – jej zdaniem – pomoże przyszłym pokoleniom, ponieważ wulkany będą nadal dotykać Wysp Kanaryjskich.

Krytyka braku uroczystości i podział wokół pomocy

Francisco Pulido, prezes stowarzyszenia Tierra Bonita, krytycznie ocenia fakt, że pięć lat po erupcji w tę sobotę nie ma żadnego uroczystego aktu instytucjonalnego. Wskazuje także, że nigdy nie było katastrofy o takiej skali jak ten wulkan – nie pod względem ofiar śmiertelnych, ale takiej, która zmieniła życie wielu osób na La Palmie. – To ta, która najbardziej wpłynęła na życie mieszkańców wyspy – mówi Pulido.

Jego zdaniem państwo było najbardziej przejrzyste w odzwierciedlaniu przyznawanych pomocy, ale nie zgadza się z kryterium rządu Wysp Kanaryjskich, by nie publikować listy beneficjentów pomocy z tytułu rekompensaty za szkody. Z tym stanowiskiem nie zgadza się platforma poszkodowanych, która uważa takie dane za prywatne.

Tierra Bonita wskazuje również, że na początku erupcji istniała bardziej wspólnotowa koncepcja tworzenia banków gruntów i poszukiwania bardziej współodpowiedzialnego systemu. Wraz z obecnym rządem Wysp Kanaryjskich kryterium się zmieniło i brakuje mu większego udziału społecznego.

Wulkan to teraz płatna atrakcja

Kolejnym wyzwaniem pozostaje pytanie, ile hektarów zostanie objętych ochroną przed wulkanem i co zamierza się zrobić w celach turystycznych. Pulido przypomina, że teren, przez który przepływa lawa, wciąż należy do poszkodowanych i będą musieli zostać wywłaszczeni na potrzeby planowanych działań. – W tej chwili, żeby pójść zobaczyć wulkan, trzeba zapłacić, każdy musi zapłacić. Nie można nawet iść samemu, trzeba zapłacić przewodnikowi – podkreśla.

Pulido zgadza się również, że wciąż trzeba sobie radzić z szokiem, jakim była niepewność w pierwszych dniach erupcji, gdy poszkodowanym dawano zaledwie kilka minut na zabranie wspomnień i niektórych rzeczy z domów. – Jest anegdota o kobiecie, która wyniosła tylko dwa baniaki wody, bo była oszołomiona – opowiada. W jego przypadku obawiał się o cmentarz w swoim miasteczku, do którego lawa dotarła na wysokość nisz, ale udało się go stopniowo odzyskać.

Nie zapomnieć, że pod lawą było życie

Marcelino Rodríguez z kolei walczy w La Laguna o utrzymanie spójności dzielnicy i żywej pamięci – także o innych bratnich dzielnicach, jak Todoque i Las Manchas. Niedawno otwarto wystawę fotograficzną, której celem jest, by odwiedzający wiedzieli, że pod lawą było życie i był kolor, i żeby o nas nie zapomnieli.

Aby kontynuować tę drogę odbudowy, rząd mianował specjalnego komisarza – Héctora Izquierdo. Według najnowszych danych rządu, wśród pomocy na rzecz odbudowy Valle znajdują się środki ochrony gospodarczej i rekompensaty za straty, ERTE, zwolnienia z IRPF, pomoc dla rolnictwa.

Poszkodowani podkreślają, że idą dalej ze swoim życiem, przystosowanym i z rezygnacją, że nic już nie będzie takie samo. Mają nadzieję, że krok po kroku będą mogli odbudować swoje życie, dzielnice, drogi i domy. Ale – jak mówią – nie proście nas, żebyśmy byli silni. – W tamtym momencie musieliśmy być silni i wytrzymać. Ale teraz nie mamy już powodu być silni ani powodu, żeby mówić, jak bardzo się cieszymy.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link