historia carmen rita wong teneryfa

Prawda po 50 latach: dziennikarka odkryła, że jej ojciec pochodził z Teneryfy

Kobieta, która przez pół wieku żyła w nieprawdzie

Wyobraź sobie, że przez 50 lat myślisz, że twój ojciec jest Chińczykiem, jak zapewniała cię przez cały czas matka, mimo że nie masz w sobie ani krzty orientalnych rysów. Przez cały ten czas mówisz do niego „tatusiu”. Wyobraź sobie, że nagle, po tak długim czasie, dowiadujesz się, że to było kłamstwo. Że twój ojciec nie jest tym, za kogo go uważałaś – tym mężczyzną, który ożenił się z twoją matką, opiekował się tobą i stworzył wielokulturową rodzinę z latynoską kobietą z Dominikany. Że twoim biologicznym ojcem jest mężczyzna urodzony na Teneryfie, o którym nic nie wiedziałaś. A twoja matka ukrywała to, nie wiadomo dlaczego.

To nie jest film Almodóvara ani serial Netflixa. To prawdziwa historia. Przydarzyła się nowojorskiej dziennikarce i prelegentce. Carmen Rita Wong powinna nazywać się Carmen Rita Expósito. Na razie nie zmieniła nazwiska – nie zapowiedziała też, że ma taki zamiar – ale poznała już swoją prawdziwą rodzinę biologiczną ze strony ojca. Do spotkania doszło niedawno, kiedy Carmen przyleciała z miasta drapaczy chmur na wyspę wulkanu Teide, by po raz pierwszy zobaczyć się ze swoimi ciotkami, kuzynami, siostrzenicami i siostrzeńcami. Z tymi, którzy czekali na nią przez pół wieku, aż w końcu ich odnalazła. Z tymi, którzy znali jej ojca. Ona nie miała tej szansy – zmarł na długo przed tym, zanim poznała swoje prawdziwe pochodzenie. Swoją tożsamość.

Wzruszające rodzinne spotkanie na Teneryfie

– To było piękne ponowne spotkanie – mówi Carmen Rita ze Stanów Zjednoczonych. – Widok mojej ciotki i kuzynów był niezwykle wzruszający. I niesamowite było zobaczyć, jak bardzo jesteśmy do siebie podobni! W ich oczach zobaczyłam swoje własne, a także oczy mojej córki. Przyjęły mnie, mnie i moją szwagierkę, z taką serdecznością i czułością, że to było prawdziwe błogosławieństwo.

Jak to możliwe, że tak późno dowiedziała się, kim jest jej prawdziwy ojciec? Jak na jaw wyszła ta niesamowita historia, łącząca tak odległe miejsca jak Dominikana, Stany Zjednoczone, Chiny i Wyspy Kanaryjskie? Wszystko ujrzało światło dzienne w 2022 roku. Carmen Rita Wong – dobrze znana w Stanach Zjednoczonych dziennikarka NBC, współpracowniczka „The New York Times” i „Oprah Magazine”, wykładowczyni na Uniwersytecie Nowojorskim – opublikowała autobiograficzną książkę. Już tytuł – „Dlaczego mi nie powiedzieliście?” – daje wskazówkę co do najważniejszego wydarzenia na 269 stronach.

Od bestsellera do odkrycia rodzinnych tajemnic

Książka stała się bestsellerem – została uznana za jedną z najlepszych książek roku. Autorka szczegółowo opisuje niezwykłą drogę do odkrycia swoich kanaryjskich korzeni. Carmen, córka Dominikanki Guadalupe Altagracji mieszkającej w Nowym Jorku, przez większość życia wierzyła, że jej ojcem jest urodzony na Tajwanie mężczyzna chińskiego pochodzenia, Peter Ting Wong, który dał jej swoje nazwisko. Jej matka była krawcową u Oscara de la Renty, słynnego dominikańsko-amerykańskiego projektanta mody, który ubierał takie osobistości jak Jacqueline Kennedy, była pierwsza dama USA jako żona Johna F. Kennedy’ego.

To w Nowym Jorku Lupe poznała Petera Wonga i wyszła za niego za mąż. Przez całe dzieciństwo i młodość Lupe dawała Carmen do zrozumienia bez cienia wątpliwości, że tatuś to Peter. Jednak już od najmłodszych lat Carmen zaczęła mieć wątpliwości. Nie tylko dlatego, że nie miała najmniejszych azjatyckich rysów, ale także z powodu pewnych przeczuć, które narastały z biegiem lat, oraz informacji przekazywanych przez matkę, które nie zgadzały się z chronologią wydarzeń.

„Coś nie grało z tatusiem”

Lupe szybko rozstała się z Peterem i zakochała w Martym. Zamieniła Chińczyka- kombinatora i hazardzistę na typowego białego Amerykanina. Carmen opuściła Harlem, gdzie dorastała w zróżnicowanym środowisku Latynosów, Chińczyków i Afroamerykanów, i przeprowadziła się do New Hampshire – typowej, białej, średniozamożnej dzielnicy mieszkaniowej. Carmen Rita Wong pisze w swojej książce: „Coś nie grało z tatusiem. Nie chodziło tylko o to, że nie wyglądałam na Chinkę; było w tym coś więcej”. Przyznaje też: „Zaczęłam słyszeć w sobie głos. Nie chciałam go słuchać, ale nie mogłam się go pozbyć. To były wątpliwości”.

Matka rozwiodła się po raz drugi, poznała innego mężczyznę, rozstała się z nim… Miała sześcioro dzieci – pięć córek i jednego syna, dwoje rzekomo z Peterem, a czworo z Martym. Mimo burzliwych kolei losu Lupe, Carmen utrzymywała bliskie relacje zarówno z Peterem, jak i z Martym. Na tyle dobre, że obu nazywała „tatą”. Jednak te matczyne zmiany tylko podsycały podejrzenia. Nasiliły się, gdy Marty, widząc chorobę Lupe, wyznał Carmen, że to on jest jej biologicznym ojcem, a matka ukrywała przed nią o wiele więcej.

Nowojorczanka miała już wtedy ponad 30 lat. To odkrycie wprawiło ją w osłupienie. „Jak przestajesz być Chinką? Czy pozbywasz się trzydziestu jeden lat życia jak zrzucanej skóry? Czy wymazujesz wszystkie dni swojej przeszłości jak tablicę?” – pyta w swojej powieści.

Testy DNA, które zmieniły wszystko

Carmen Rita zawsze dzieliła ze swoim bratem Alexem wątpliwości co do pochodzenia ojca i rozważali skorzystanie z genetyki, by rozwiązać zagadkę. Jednak oboje mieli pewne obawy co do użycia DNA. Jej ciekawość była tak wielka, że postanowiła pierwsza zrobić testy. Zrobiła to za pośrednictwem firmy Ancestry. Co więcej, jej matka właśnie zmarła, nigdy nie zmieniając swojej wersji wydarzeń. Nadszedł odpowiedni moment. Pierwsze wyniki nie były rozstrzygające, choć wyraźnie wskazywały, że nie ma w niej śladu azjatyckiego DNA, za to obecne jest europejskie i afrykańskie.

W 2018 roku Alex kupił zestaw innej firmy – 23andMe. Carmen potwierdziła, że nie ma w jej krwi najmniejszego chińskiego śladu, a przeważające pochodzenie wskazywało na Afrykę, Włochy i Portugalię. W trakcie dociekań pojawiła się kolejna teoria: Lupe mogła począć Carmen w związku z kubańskim lekarzem. Kula niepewności rosła. Carmen postanowiła więc wynająć zespół ekspertów ds. genealogii, którzy mieli dostęp do baz Ancestry, 23andMe i GEDmatch, amerykańskiej bazy danych DNA. Dołączyła także do genealogicznych grup na Facebooku i do grupy The DNA Detectives, gdzie opisała swoją sprawę.

Zaczęła już spisywać swoją historię, gdy w końcu nadeszła odpowiedź. „Latem 2021 roku, kiedy pisałam książkę, bez genealogów, bez śledztw i telefonów, nagle mój biologiczny ojciec przestał być tatą-duchem” – wspomina. Wystarczyło, że odświeżyła swoje konto na Ancestry, by go odkryć. Firma wysłała jej listę osób o DNA zgodnym z jej materiałem genetycznym. Na czele listy była kobieta, która dzieliła z nią 11% materiału genetycznego. Mogła być siostrzenicą. Carmen wysłała jej wiadomość.

„Płakałam cały dzień” – odkrycie, które zmieniło wszystko

Okazało się, że była wnuczką jej prawdziwego ojca, który zmarł 19 lat wcześniej. One również mieszkały w Stanach Zjednoczonych. – Płakałam cały dzień – wspomina Carmen. – Straciłam szansę, by poznać mojego ojca. Spotkały się. Na spotkaniu młoda kobieta pojawiła się ze swoją matką, która była siostrą Carmen. „Nie byłyśmy do siebie podobne, ale czułyśmy się podobne”. Ojciec nazywał się Florencio Expósito Velázquez. Urodził się w gminie Icod de los Vinos na Teneryfie, w wielodzietnej rodzinie, miał 11 rodzeństwa.

Wyemigrował do Wenezueli, a na początku lat 70. ostatecznie osiadł w Nowym Jorku. Był przystojnym mężczyzną, uwielbianym przez kobiety, nazywano go Frank. Utrzymywał stały kontakt z rodziną na wyspie, regularnie do nich przyjeżdżał. Najbliższa relacja łączyła go z siostrą Carmen Expósito. Dziś 83-letnia Carmen mieszka w Candelarii. Z ogromnym wzruszeniem wspomina chwilę, gdy dowiedziała się, że ma nową siostrzenicę, o której istnieniu nie miała pojęcia.

– Rodzina z Nowego Jorku wspomniała mi, że pojawiła się nieznana córka Florencia – opowiada Carmen Expósito. – Nie znałam szczegółów. Aż pewnego dnia otrzymuję połączenie wideo. To była Carmen Rita. Byłam zaskoczona, bez słowa, a jednocześnie poczułam ogromną radość, że w końcu mogę zobaczyć jej twarz.

Spotkanie w Candelarii i niespodziewane podobieństwo

Carmen Rita zaprosiła swoją ciotkę z Teneryfy do Nowego Jorku. Ta już wcześniej była w mieście, odwiedzając krewnych. Jednak dopiero gdy spotkały się na Manhattanie, Carmen Rita dowiedziała się, że jej imienniczka, oprócz tego, że jest z nią spokrewniona, to prawdziwa postać – pierwsza kobieta, która prowadziła samochód rajdowy na Teneryfie i pierwsza, która jeździła po wyspie motocyklem o dużej pojemności silnika. Carmen Rita chciała poznać resztę swojej rodziny z Teneryfy. Wraz z wdową po swoim bracie Alexie wsiadła w samolot i przybyła na wyspę pod koniec marca.

Nie było to dla niej zupełnie obce miejsce, jak sama przyznaje. „Nie byłam tu wcześniej, ale oczywiście znałam Wyspy Kanaryjskie. Jestem osobą wykształconą, a z moim różnorodnym pochodzeniem zawsze interesowałam się światem i jego mieszkańcami”. Jej główna gospodyni na Teneryfie, ciocia Carmen Expósito, wspomina, że spotkanie było „imponujące, pełne emocji”. Odbyło się w restauracji w Candelarii podczas obiadu, na który przyszło około trzydziestu osób.

– Choć jej hiszpański nie jest zbyt płynny, od razu poczuliśmy, że jest z rodziny – zdradza Carmen Expósito. – Fizyczne podobieństwo, gesty… Nie było żadnych wątpliwości.

Magiczne chwile na wyspie wulkanu Teide

Podczas tamtego spotkania, przy papas arrugadas i świeżej rybie, była osoba, która poczuła natychmiastową, wyjątkową więź. To Raquel Couto, jedna z kuzynek Carmen Rity z wyspy. – Przyszłam trochę spóźniona – wspomina Raquel. – Od pierwszej chwili, gdy ją zobaczyłam, pomyślałam: jest nasza. Nie chodziło tylko o podobieństwo. Było spontaniczne połączenie. Wzruszyłyśmy się. Płakałyśmy. Powiedziała mi, że widząc mnie, czuje się jak w lustrze. To był moment, którego nigdy nie zapomnę. Nie zapomni go nikt, kto tam był, a przede wszystkim Carmen Rita, która również z ogromną przyjemnością zwiedzała Teneryfę.

– Wyspa jest przepiękna – mówi. – Ogromne wrażenie zrobiły na mnie wiatraki i jakość infrastruktury. Była zachwycona wycieczką na wulkan Teide, którą określiła jako „wspaniałą”. Jedną z rzeczy, które najbardziej ją zaskoczyły, była zmiana klimatu między południem, gdzie mieszkała, a północą wyspy. Ale najbardziej, ponad wszystko, ucieszyło ją ponowne spotkanie z korzeniami po drugiej stronie Atlantyku, tam, gdzie nigdy się tego nie spodziewała.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link