Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Poszukiwanie domu na Wyspach Kanaryjskich stało się misją niemożliwą
Właściciele nieruchomości na Teneryfie mogą odliczyć koszty remontu w zeznaniu podatkowym
Najtańsze mieszkania na Teneryfie. Gdzie ceny spadły?
Pięć luksusowych statków jednocześnie remontowanych w Porcie Las Palmas
Rewolucja w elektronice: od 2027 roku łatwa wymiana baterii w telefonach
Koniec dźwigania: hotele na Wyspach Kanaryjskich muszą zainstalować łóżka podnośne
Gran Canaria liderem elektromobilności na Wyspach Kanaryjskich
Studio animacji z Kanarów pracuje dla Disneya. Skusiły je ulgi podatkowe
Port w Los Cristianos wzmacnia falochron. Kluczowy etap prac nocą
Dokerzy z Teneryfy: Jesteśmy gotowi na wyzwania światowego handlu
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Zagłębiając się w strukturę kanaryjskiej gospodarki, w 2024 roku sektor handlu i gastronomii odpowiadał za 32,1% PKB. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego mniej niż w 2016 roku, kiedy to w debacie publicznej zaczęto alarmować o potrzebie odłożenia „jajek do różnych koszyków”.
Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Zagłębiając się w strukturę kanaryjskiej gospodarki, w 2024 roku sektor handlu i gastronomii odpowiadał za 32,1% PKB. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego mniej niż w 2016 roku, kiedy to w debacie publicznej zaczęto alarmować o potrzebie odłożenia „jajek do różnych koszyków”.
Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Mimo to, w ciągu ostatnich 25 lat aktywność turystyczna wystrzeliła w górę. Według ankiety Frontur (Badania Ruchu Turystycznego na Granicach), liczba odwiedzających wzrosła z niespełna 10 milionów turystów do 18,3 miliona w ubiegłym roku.
Branża hotelarska i gastronomiczna – dużo pracy, ale niskie wymagania
Zagłębiając się w strukturę kanaryjskiej gospodarki, w 2024 roku sektor handlu i gastronomii odpowiadał za 32,1% PKB. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego mniej niż w 2016 roku, kiedy to w debacie publicznej zaczęto alarmować o potrzebie odłożenia „jajek do różnych koszyków”.
Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Mimo to, w ciągu ostatnich 25 lat aktywność turystyczna wystrzeliła w górę. Według ankiety Frontur (Badania Ruchu Turystycznego na Granicach), liczba odwiedzających wzrosła z niespełna 10 milionów turystów do 18,3 miliona w ubiegłym roku.
Branża hotelarska i gastronomiczna – dużo pracy, ale niskie wymagania
Zagłębiając się w strukturę kanaryjskiej gospodarki, w 2024 roku sektor handlu i gastronomii odpowiadał za 32,1% PKB. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego mniej niż w 2016 roku, kiedy to w debacie publicznej zaczęto alarmować o potrzebie odłożenia „jajek do różnych koszyków”.
Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Nie oznacza to oczywiście, że w pierwszej ćwierci XXI wieku na wyspach nie pojawiły się nowe nisze biznesowe. Doskonałym przykładem jest chociażby dynamiczny rozwój sektora audiowizualnego, który dzięki ulgom podatkowym i malowniczym krajobrazom zdołał na dobre zagościć w kalendarzach największych krajowych i międzynarodowych producentów.
Mimo to, w ciągu ostatnich 25 lat aktywność turystyczna wystrzeliła w górę. Według ankiety Frontur (Badania Ruchu Turystycznego na Granicach), liczba odwiedzających wzrosła z niespełna 10 milionów turystów do 18,3 miliona w ubiegłym roku.
Branża hotelarska i gastronomiczna – dużo pracy, ale niskie wymagania
Zagłębiając się w strukturę kanaryjskiej gospodarki, w 2024 roku sektor handlu i gastronomii odpowiadał za 32,1% PKB. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego mniej niż w 2016 roku, kiedy to w debacie publicznej zaczęto alarmować o potrzebie odłożenia „jajek do różnych koszyków”.
Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Nie oznacza to oczywiście, że w pierwszej ćwierci XXI wieku na wyspach nie pojawiły się nowe nisze biznesowe. Doskonałym przykładem jest chociażby dynamiczny rozwój sektora audiowizualnego, który dzięki ulgom podatkowym i malowniczym krajobrazom zdołał na dobre zagościć w kalendarzach największych krajowych i międzynarodowych producentów.
Mimo to, w ciągu ostatnich 25 lat aktywność turystyczna wystrzeliła w górę. Według ankiety Frontur (Badania Ruchu Turystycznego na Granicach), liczba odwiedzających wzrosła z niespełna 10 milionów turystów do 18,3 miliona w ubiegłym roku.
Branża hotelarska i gastronomiczna – dużo pracy, ale niskie wymagania
Zagłębiając się w strukturę kanaryjskiej gospodarki, w 2024 roku sektor handlu i gastronomii odpowiadał za 32,1% PKB. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego mniej niż w 2016 roku, kiedy to w debacie publicznej zaczęto alarmować o potrzebie odłożenia „jajek do różnych koszyków”.
Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Jednym z głównych czynników wyjaśniających tak silną obecność tego zjawiska na Archipelagu jest ogromny udział sektora usługowego w lokalnej gospodarce. W ostatnim zamkniętym (choć jeszcze nie w pełni ostatecznym) roku obrachunkowym 2024, odpowiadał on za 81,2% produktu krajowego brutto (PKB) wysp. I choć nieustannie wzywa się do dywersyfikacji działalności produkcyjnej, sytuacja nie ulega poprawie. Dla porównania, na początku tego stulecia udział ten wynosił 75,6%.
Nie oznacza to oczywiście, że w pierwszej ćwierci XXI wieku na wyspach nie pojawiły się nowe nisze biznesowe. Doskonałym przykładem jest chociażby dynamiczny rozwój sektora audiowizualnego, który dzięki ulgom podatkowym i malowniczym krajobrazom zdołał na dobre zagościć w kalendarzach największych krajowych i międzynarodowych producentów.
Mimo to, w ciągu ostatnich 25 lat aktywność turystyczna wystrzeliła w górę. Według ankiety Frontur (Badania Ruchu Turystycznego na Granicach), liczba odwiedzających wzrosła z niespełna 10 milionów turystów do 18,3 miliona w ubiegłym roku.
Branża hotelarska i gastronomiczna – dużo pracy, ale niskie wymagania
Zagłębiając się w strukturę kanaryjskiej gospodarki, w 2024 roku sektor handlu i gastronomii odpowiadał za 32,1% PKB. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego mniej niż w 2016 roku, kiedy to w debacie publicznej zaczęto alarmować o potrzebie odłożenia „jajek do różnych koszyków”.
Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Jednym z głównych czynników wyjaśniających tak silną obecność tego zjawiska na Archipelagu jest ogromny udział sektora usługowego w lokalnej gospodarce. W ostatnim zamkniętym (choć jeszcze nie w pełni ostatecznym) roku obrachunkowym 2024, odpowiadał on za 81,2% produktu krajowego brutto (PKB) wysp. I choć nieustannie wzywa się do dywersyfikacji działalności produkcyjnej, sytuacja nie ulega poprawie. Dla porównania, na początku tego stulecia udział ten wynosił 75,6%.
Nie oznacza to oczywiście, że w pierwszej ćwierci XXI wieku na wyspach nie pojawiły się nowe nisze biznesowe. Doskonałym przykładem jest chociażby dynamiczny rozwój sektora audiowizualnego, który dzięki ulgom podatkowym i malowniczym krajobrazom zdołał na dobre zagościć w kalendarzach największych krajowych i międzynarodowych producentów.
Mimo to, w ciągu ostatnich 25 lat aktywność turystyczna wystrzeliła w górę. Według ankiety Frontur (Badania Ruchu Turystycznego na Granicach), liczba odwiedzających wzrosła z niespełna 10 milionów turystów do 18,3 miliona w ubiegłym roku.
Branża hotelarska i gastronomiczna – dużo pracy, ale niskie wymagania
Zagłębiając się w strukturę kanaryjskiej gospodarki, w 2024 roku sektor handlu i gastronomii odpowiadał za 32,1% PKB. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego mniej niż w 2016 roku, kiedy to w debacie publicznej zaczęto alarmować o potrzebie odłożenia „jajek do różnych koszyków”.
Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.

Hiszpania liderem, a Wyspy Kanaryjskie mistrzem Europy
Średnia unijna wynosi 22%. Taki odsetek pracowników w Unii Europejskiej posiada wykształcenie wyższe, niż wymagane na zajmowanym przez nich stanowisku. Hiszpania jest tu niechlubnym liderem wśród 27 państw członkowskich – według danych Eurostatu za 2023 rok aż 36% zatrudnionych (o 14 punktów procentowych więcej niż unijna średnia) ma nadmierne kwalifikacje. To jednak nic w porównaniu z Archipelagiem Kanaryjskim, który został europejskim czempionem w tej kategorii.
Jak wynika z danych Rady Młodzieży Wysp Kanaryjskich za drugie półrocze 2024 roku, w ponad połowie przypadków (dokładnie 54,9%) poziom wykształcenia pracujących mieszkańców wysp powyżej 34. roku życia przewyższa wymagania formalne stawiane na ich stanowiskach.
Turystyka winowajcą – gigantyczny sektor usług
Jednym z głównych czynników wyjaśniających tak silną obecność tego zjawiska na Archipelagu jest ogromny udział sektora usługowego w lokalnej gospodarce. W ostatnim zamkniętym (choć jeszcze nie w pełni ostatecznym) roku obrachunkowym 2024, odpowiadał on za 81,2% produktu krajowego brutto (PKB) wysp. I choć nieustannie wzywa się do dywersyfikacji działalności produkcyjnej, sytuacja nie ulega poprawie. Dla porównania, na początku tego stulecia udział ten wynosił 75,6%.
Nie oznacza to oczywiście, że w pierwszej ćwierci XXI wieku na wyspach nie pojawiły się nowe nisze biznesowe. Doskonałym przykładem jest chociażby dynamiczny rozwój sektora audiowizualnego, który dzięki ulgom podatkowym i malowniczym krajobrazom zdołał na dobre zagościć w kalendarzach największych krajowych i międzynarodowych producentów.
Mimo to, w ciągu ostatnich 25 lat aktywność turystyczna wystrzeliła w górę. Według ankiety Frontur (Badania Ruchu Turystycznego na Granicach), liczba odwiedzających wzrosła z niespełna 10 milionów turystów do 18,3 miliona w ubiegłym roku.
Branża hotelarska i gastronomiczna – dużo pracy, ale niskie wymagania
Zagłębiając się w strukturę kanaryjskiej gospodarki, w 2024 roku sektor handlu i gastronomii odpowiadał za 32,1% PKB. To zaledwie o 0,9 punktu procentowego mniej niż w 2016 roku, kiedy to w debacie publicznej zaczęto alarmować o potrzebie odłożenia „jajek do różnych koszyków”.
Działalność taka jak hotelarstwo czy usługi gastronomiczne jest niezwykle pracochłonna – do sprawnego funkcjonowania potrzebuje bowiem wielu rąk do pracy. Co więcej, poza bardzo konkretnymi stanowiskami (jak dyrektor hotelu czy menedżer ds. zakupów) oraz segmentami z wyższej półki (np. restauracje nagrodzone gwiazdkami Michelin), wymagania formalne dla pracowników są niskie. Oferta pracy jest więc szeroka, ale nie dla osób z wyższym wykształceniem.
Młodzi czekają, starsi biorą, co jest – efekt domina
Efekt? Osoby po studiach, które potrzebują zarobków, ostatecznie podejmują się prac nieadekwatnych do swojego poziomu wykształcenia. Widać to wyraźnie w niższym odsetku nadmiernych kwalifikacji wśród młodszych grup wiekowych. U Kanaryjczyków poniżej 30. roku życia wynosi on 44,9% – to aż o dziesięć punktów mniej niż u tych, którzy przekroczyli 35 rok życia.
Dopóki sytuacja finansowa na to pozwala, młodzi ludzie szukają pracy zgodnej z ich oczekiwaniami. Jednak w momencie, gdy priorytetem staje się konieczność zarobkowania, w grę wchodzi zasada „wezmę, co dają”. Ostatecznie lądują na stanowiskach, o których początkowo nie myśleli.
Paradoks bezrobocia i pustych etatów
Fenomen nadmiernych kwalifikacji generuje szereg negatywnych skutków. Jednym z nich są trudności firm z wysp w obsadzeniu wszystkich wolnych etatów – mimo że w marcu na Wyspach Kanaryjskich zarejestrowanych było 146 499 bezrobotnych. Dlaczego?
Bank Hiszpanii wskazuje jako główną przyczynę rozbieżność między umiejętnościami kandydatów a wymaganiami firm. Ta dysproporcja działa w obie strony. Z jednej strony profile są tak specjalistyczne, że nie ma na nie chętnych, z drugiej – sami bezrobotni, świadomi, że dana praca jest dla nich zbyt mało ambitna, pozwalają jej „odjechać”.
Odwrotna strona medalu również generuje problemy. Mowa o odpływie przeszkolonych już pracowników. W momencie, gdy pojawia się oferta bardziej adekwatna do ich kwalifikacji, nie wahają się oni zamknąć mało satysfakcjonującego rozdziału i rozpocząć kolejnego, który rokuje znacznie lepiej.


