manifestacje 1 maja wyspy kanaryjskie 2026

1 Maja na Wyspach Kanaryjskich: Ponad 3 tysiące osób na manifestacjach

Pierwszomajowy marsz na Wyspach Kanaryjskich

Maj rozpoczyna się na Wyspach Kanaryjskich tak, jak od ponad 130 lat – obchodami Międzynarodowego Dnia Solidarności Ludzi Pracy. Ponad 3 tysiące Kanaryjczyków wyszło w piątek na ulice archipelagu, by świętować prawa wywalczone przez pokolenia, ale także domagać się poprawy losu klasy pracującej. Organizatorzy manifestacji dzień wcześniej alarmowali, że mimo poprawy wskaźników zatrudnienia, w regionie wciąż króluje „prekariat”.

Główne postulaty, które wybrzmiały podczas demonstracji, to podwyżki płac, walka z „pracującym biednym”, sprzeciw wobec wojny w Iranie oraz dostęp do mieszkań. Tegoroczne obchody przypadły na długi weekend, co przełożyło się na mniejszą frekwencję niż w latach poprzednich. Według danych Delegatury Rządu, w manifestacji w Las Palmas na Gran Canarii wzięło udział około 1,1 tysiąca osób. Z kolei w Santa Cruz na Teneryfie odbyły się dwa marsze – jeden zwołany przez związki UGT, CCOO i USO, a drugi pod przewodnictwem Federacji Związków Zawodowych (Federación Sindical Obrera). Łącznie naliczono tam około 2,1 tysiąca uczestników, choć organizatorzy mówią o 4 tysiącach.

„Chcemy zostać na swojej ziemi” – głosy uczestników

Luis de la Barrera, prawnik zatrudniony na zastępstwo w administracji regionalnej, przyszedł na poranną manifestację w Las Palmas przed wyjściem na plażę. Skarżył się, że sytuacja płacowa na Wyspach Kanaryjskich wciąż znajduje się „na szarym końcu w skali całego państwa”. Jego zdaniem przekłada się to na rosnące trudności w opłacaniu podstawowych wydatków, takich jak czynsz czy codzienne zakupy. 33-latek podkreślił, jak ważne są mobilizacje pierwszomajowe, by uwidocznić potrzebę poprawy warunków pracy i zagwarantować, że mieszkańcy archipelagu będą mogli wieść godne życie w swoim regionie, bez konieczności emigracji. „Celem są lepsze pensje, lepsze warunki pracy, a co za tym idzie – lepsze życie na naszej własnej ziemi, bez przymusu wyjazdu” – powiedział.

Jego słowa idealnie wpisują się w jedno z najczęściej powtarzanych tego dnia haseł – „pracujący biedny”. „Nie chodzi już tylko o to, by w ogóle była praca na Wyspach, ale o to, by oferowane przez pracodawców i administrację warunki były godziwe” – tłumaczył De la Barrera na początku wiecu.

Turystyka kwitnie, ale pracownicy nie widzą pieniędzy

Te same problemy widać w kluczowych sektorach, takich jak hotelarstwo. Jordana García, kelnerka w jednym z hoteli, żaliła się, że mimo ogromnego znaczenia turystyki dla gospodarki regionu, wzrost ten nie przekłada się na dochody pracowników. „Mówią nam, że żyjemy z turystyki, ale my, pracownicy, nie widzimy tego w naszych portfelach. Widzą to tylko wielcy gracze” – stwierdziła. Zdaniem młodej kobiety, takie protesty są niezbędne, by w tej nierównej rzeczywistości „umacniać już zdobyte prawa i dążyć do nowych, lepszych warunków pracy”.

Mieszkanie – największy ból głowy Kanaryjczyków

Problemy z dostępem do mieszkań to kolejny z tematów, który piątkowego poranka powtarzał się na manifestacjach na wszystkich wyspach. Juan Miguel Hernández, sekretarz generalny związku zawodowego CCOO ds. przemysłu na Wyspach Kanaryjskich, przypomniał, że mimo wzrostu płacy minimalnej, znaczna część młodych ludzi nie ma „realistycznego planu na życie”. Powiązał tę sytuację bezpośrednio z rosnącymi cenami mieszkań i opowiedział się za polityką publiczną, która „ułatwi dostęp do domu w godnych warunkach”.

Głos opiekunek i sprzeciw wobec wojny

Podczas manifestacji wybrzmiały też sprawy mniej obecne w głównym nurcie debaty. Miriam Tejera, rzeczniczka Państwowej Platformy Głównych Opiekunów Osób Zależnych, wyszła na ulicę, by domagać się uznania pracy opiekunów, która – jak mówiła – wykonywana jest nieprzerwanie i nie wiąże się z żadnymi prawami pracowniczymi. Podkreśliła, jak ważne jest nagłośnienie tej kwestii, by doczekała się instytucjonalnego i społecznego uznania, zwłaszcza w sytuacji, gdy wiele jej koleżanek nie mogło przyjść na protest właśnie z powodu obowiązków opiekuńczych. „Młodym brakuje trochę werwy. Liczę, że ludzie zrozumieją, iż wyjście na ulicę ma sens. Nie możemy opuszczać rąk, musimy dalej krzyczeć” – apelowała.

Hasło „nie dla wojny” również było wyraźnie słyszalne podczas pierwszomajowych obchodów. Emerytka María Ángeles Sánchez Domínguez, chroniąc się przed słońcem kapeluszem i okularami, bez wahania wyszła na ulicę, by wesprzeć marsz. Podkreśliła, jak ważne jest, by nie pozostawać obojętnym na problemy międzynarodowe i domagać się poszanowania prawa międzynarodowego. „Nie możemy przechodzić obojętnie obok problemów świata. Musimy bronić naszych praw, które są deptane przez tych, którzy uważają się za elitę” – mówiła. Sánchez ubolewała, że nie wszyscy młodzi Kanaryjczycy zdają sobie sprawę, jak ważne jest bronienie wolności. „Nie umieliśmy nauczyć naszych dzieci, że wolności trzeba bronić każdego dnia, nawet jeśli one urodziły się już wolne” – dodała.

Ángel Escarpa, 89-letni emerytowany księgarz, przyszedł na manifestację na znak solidarności z klasą pracującą i przypomniał, że prawa socjalne są owocem dekad walki. Jego zdaniem obrona tych zdobyczy wymaga stałego zaangażowania i większego uczestnictwa w życiu publicznym. „Narzekanie z fotela w domu jest łatwe. Trzeba o rzeczy walczyć i wychodzić na ulicę każdego dnia” – przekonywał.

Związkowcy i politycy: potrzeba konkretów

Przedstawiciele głównych organizacji związkowych kładli nacisk na konieczność wprowadzenia konkretnych rozwiązań dla kanaryjskich pracowników. Manuel Navarro, sekretarz generalny UGT na Wyspach Kanaryjskich, który uczestniczył w manifestacji w Santa Cruz na Teneryfie, domagał się postępów w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz podwyżki płac – wobec „konsekwencji” ekonomicznych wynikających z sytuacji międzynarodowej, które – jak ostrzegał – „bardzo bezpośrednio uderzają w portfele kanaryjskich rodzin”.

W podobnym tonie wypowiedziała się Vanesa Frahija, sekretarz generalna CCOO na Wyspach Kanaryjskich. Zaatakowała pracodawców, twierdząc, że obecny wzrost gospodarczy regionu nie przekłada się na realną poprawę sytuacji pracowników. Skrytykowała „bogacenie się” przedsiębiorców, przy którym – jej zdaniem – mamy do czynienia z „absolutną nielojalnością wobec klasy pracującej”, a redystrybucja bogactwa „świeci pustkami”.

Prezydent rządu Wysp Kanaryjskich Fernando Clavijo za pośrednictwem mediów społecznościowych złożył hołd pracownikom archipelagu. „Osiągnęliśmy pewne sukcesy, ale stoją przed nami poważne wyzwania, takie jak stabilność zatrudnienia i ogólna redystrybucja bogactwa w sektorach produkcyjnych” – napisał na X (dawnym Twitterze). W swoim wpisie opowiedział się także za „wzmocnieniem dialogu i porozumień” jako drogą do poprawy warunków życia poprzez pracę.

Politycy na ulicach i echa z całej Hiszpanii

W obchody 1 Maja włączyli się także politycy. W manifestacji w Las Palmas na Gran Canarii uczestniczył minister Ángel Víctor Torres, a wraz z nim przedstawiciele Partii Socjalistycznej, m.in. Carolina Darias, Sebastián Franquis czy Elena Máñez.

Protesty i marsze odbyły się również w wielu innych miastach Hiszpanii. Głównym punktem tegorocznych obchodów była Málaga, gdzie liderzy związkowi CCOO i UGT przewodzili zgromadzeniu. Postulaty były bardzo podobne do tych zgłaszanych na Wyspach Kanaryjskich – szczególny nacisk położono na dostęp do mieszkań i podwyżki płac w kontekście wzrostu gospodarczego, który – jak podkreślano – nie przekłada się sprawiedliwie na siłę nabywczą klasy pracującej.

Źródło

Przewijanie do góry
Share via
Copy link